recenzje
"Jeśli przecięto cię na pół" Łukasza Barysa. Gdy od dziecka ważniejsze są różaniec i piwo [RECENZJA]
365 dni: Ten dzień - recenzja

"365 dni: Ten dzień": Cycki, wibrator i drewniany Massimo [RECENZJA]

Źródło zdjęć: © Instagram, YouTube
Jakub TyszkowskiJakub Tyszkowski,27.04.2022 15:00

- Nie mam majtek - mówi Laura do napalonego Massimo w jednej z pierwszych scen filmu "365 dni: Ten dzień". Czego możemy się spodziewać po takim wstępie? Raczej nie poradnika o tym, jak budować długi i szczęśliwy związek. Oto recenzja kontynuacji "365 dni".

Film 365 dni, zapowiadany jako polska odpowiedź na 50 twarzy Greya, był festiwalem krindżu, fatalnego scenopisarstwa, pochwałą przemocowych relacji i propagowaniem kultury gwałtu. Filmowa adaptacja debiutanckiej powieści Blanki Lipińskiej przyciągnęła przed ekrany tłumy widzów. Kontynuacja "hitu" w reżyserii Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa była kwestią czasu.

365 dni: Ten dzień debiutuje na Netflixie po ponad dwóch latach od premiery pierwszej części cyklu. Wracamy do Laury i Massimo tak, jakby dramatyczne zakończenie 365 dni w ogóle nie miało miejsca. Nawiązania do finału poprzedniej części serii są znikome, bo na pierwszym planie eksponowane są cycki, wibrator, drewniany Massimo... i jeszcze więcej cycków.

"365 dni: Ten dzień" - recenzja

Gdyby 365 dni: Ten dzień podzielić na pół, film przez pierwszą połowę jest soft-porno w stylu glamour. - Zerżnij mnie tak, jak lubię - nakazuje Laura swojemu mężowi, co ten ochoczo wykonuje (tak, wzięli ślub, ale to nie ma znaczenia). Para uprawia seks niemal za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. W tle leci muzyka, czas spowalnia, są przebitki na śródziemnomorski krajobraz i luksusowy wystrój wnętrz. Dzień jak co dzień, nie?

365 dni: Ten dzień | Oficjalny zwiastun | Netflix

Twórcy 365 dni: Ten dzień wyciągnęli wnioski z krytyki pierwszej części cyklu. W filmie seks prawie zawsze odbywa się za zgodą obojga partnerów. Laura otwarcie mówi o swoich potrzebach i chce, aby Massimo je uszanował. Mężczyzna przeprasza za błędy, które popełnił na początku relacji. Nie oznacza to, że w filmie nie występują kontrowersyjne zachowania, ale są one usprawiedliwiane jako fantazje bohaterów.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli - Laura i Massimo nadal nie są przykładem zdrowej relacji. Mężczyzna w ramach prezentu świątecznego oferuje swojej żonie dobrze płatną pracę. Tymczasem kobieta, chcąc się odwzajemnić i spełnić największe marzenie parntera, oddaje mu swoje ciało (dorzucając sporych rozmiarów wibrator). No bo cóż innego mogłaby kobieta podarować mężczyźnie, "który ma wszystko"? Hm, może cokolwiek innego, co będzie od serca? Wiem, wiem, czego ja oczekuję od filmu erotycznego...

O ile pierwsza część filmu jest kompilacją scen łóżkowych, tak druga część oferuje historię o sycylijskiej mafii i rodzinnych sekretach. Fabuła jest niesamowicie rozwleczona i do bólu przewidywalna, ale to zawsze coś więcej niż sapanie Massimo do ucha swojej żony. W życiu Laury pojawia się nowy mężczyzna, ale jego rola sprowadza się do eksponowania muskulatury i rzucania kobiecie jednoznacznych spojrzeń.

"365 dni: Ten dzień" trzyma poziom pierwszej części cyklu

365 dni: Ten dzień przypomina oglądanie wakacyjnych relacji influencerów na Instagramie. Przeskakujemy od sytuacji do sytuacji, ale pomiędzy scenami nie występuje połączenie. Trudno się wczuć w dylematy bohaterów, bo twórcy filmu nie poświęcają czasu na pogłębienie charakteru postaci. Uprzedzam, że sporo uwagi otrzymuje natura, dlatego momentami soft-porno zamienia się w spot National Geographic.

Nie ma sensu rozwodzić się nad grą aktorską, chyba że chodzi o wiecznie sfrustrowaną twarz Massimoalbo uwodzącą, albo zdenerwowaną Laurę. Co ciekawe, Michele Morrone wcielił się w filmie w dwóch bohaterów, ale na jego drugą kreację spuśćmy zasłonę milczenia. Z kolei Natasza Urbańska w roli Anny jest niepotrzebnie przerysowana i wypada karykaturalnie.

Podsumowując, 365 dni: Ten dzień to film nielogiczny i nudny. Jego zaletą jest to, że trwa kilka minut krócej niż pierwsza część cyklu. Do zobaczenia przy okazji recenzji ostatniej części trylogii.

trwa ładowanie posta...
Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 4
  • emoji ogień - liczba głosów: 0
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 0
Komentarze (0)
arrow
"Cieszę się, że moja mama umarła". Czy warto przeczytać? [RECENZJA]