recenzje
"Jeśli przecięto cię na pół" Łukasza Barysa. Gdy od dziecka ważniejsze są różaniec i piwo [RECENZJA]
Szalony świat Louisa Waina - recenzja

"Szalony świat Louisa Waina" - dobry zamiennik dla środków nasennych [RECENZJA]

Źródło zdjęć: © YouTube
Jakub TyszkowskiJakub Tyszkowski,20.04.2022 10:30

Nowego filmu Willa Sharpe nie ratuje nawet Benedict Cumberbatch w roli ekscentrycznego rysownika. "Szalony świat Louisa Waina" to zmarnowany potencjał na świetną historię. Co poszło nie tak?

Benedict Cumberbatch raz na pewien czas zdejmuje pelerynę Doctora Strange'a, aby wcielić się w postacie niekojarzące się z superbohaterami Marvela. Tego typu przerwą od ratowania planety przed zagładą zdaje się być Szalony świat Louisa Waina. Film o ekscentrycznym rysowniku z przełomu XIX i XX wieku powinien być idealną okazją, by Cumberbatch popisał się swoim talentem aktorskim, prawda?

Tytułowy Louis Wain to postać historyczna. Mężczyzna urodził się w 1860 roku w wiktoriańskiej Anglii i zyskał sławę dzięki rysunkom... kotów. Futrzaste czworonogi stały się inspiracją dla artysty po śmierci jego żony. Waina bynajmniej nie interesował realizm, ale psychodela - koty na jego obrazach wyróżniają się gigantycznymi oczami i wyglądają tak, jakby poraził je prąd.

"Szalony świat Louisa Waina" - recenzja

W filmie śledzimy losy Waina od momentu, gdy do domu, w którym żyje on, jego matka i pięć sióstr, wprowadza się guwernantka Emily. Kobietę wiążę z Wainem romans, następnie infamia, a potem małżeństwo. Świeżo poślubiona para wynosi się na wieś, gdzie czekają kolejne problemy - u Emily zdiagnozowano raka. Wain, aby poradzić sobie z przeciwnościami losu, oddaje się sztuce, której tematem są koty.

Film pokazuje losy Louisa Waina w porządku chronologicznym, skacząc po najważniejszych etapach w życiu głównego bohatera, lecz nie potrafi wydobyć z przedstawionej historii ognia. Reżyser Will Sharpe nie wie, czy chce stworzyć komedię, melodramat, biografię czy film psychologiczny. Seans na poziomie emocji jest jak czytanie Encyklopedii Ptaków Świata.

Z bohaterami nie sposób się utożsamić, bo są albo groteskowi, albo sztampowi. Oni nie rozmawiają ze sobą, tylko wygłaszają pseudożyciowe mądrości. Relacja Louisa i Emily jest tak samo dobrze umotywowana jak relacja dwóch nieznajomych w windzie. Sytuacji nie ratuje gwiazdorska obsada. Ekscentryczny Benedict Cumberbatch gra ekscentrycznego Benedicta Cumberbatcha. O pozostałych rolach zapominamy po wyjściu z kina.

W filmie pojawiają się zalążki ciekawych pomysłów, ale są fatalnie zrealizowane. Na cały wątek elektryczności, która inspiruje Waina, a na końcu otrzymuje porażająco banalne wyjaśnienie, spuśćmy zasłonę milczenia. W podobny sposób przemilczmy nawracające halucynacje o sztormie, które mają przypominać artyście o jego traumie, a w trakcie seansu wywołują salwy śmiechu.

Czy można to było naprawić?

Mimo że Szalony świat Louisa Waina traktuje o rysowniku, to z jego twórczością zapoznajemy się dopiero na końcu seansu, wręcz w napisach końcowych. Szkoda, że psychodeliczne ilustracje artysty nie stały się fundamentem filmu.

Najlepsze są momenty, gdy narracja ukazana jest z perspektywy pogrążającego się w obłędzie głównego bohatera, który rozumie kocią mowę i postrzega krajobrazy w dosłownie "malowniczy" sposób. Niestety, to trwa zbyt krótko. Gdyby dzieło przez większość czasu przedstawiało świat oczami Waina, mógłby wyjść naprawdę interesujący film.

The Electrical Life of Louis Wain - Official Trailer | Prime Video

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 1
  • emoji ogień - liczba głosów: 0
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 0
Anna,zgłoś
I kompletnie się nie zgadzam. Film jest piękny o pięknej miłości. I pasji. I o cierpieniu życiowym. Dla mnie kino dla tych co chcą odpocząć , przeżyć wzruszenia. A ponadto nie ma scen łóżkowych , nagości i innych bzdetów. Konkret ale za to sentymentalny. Bardzo polecam. Świecie spędzony czas.
Odpowiedz
4
like
0
dislike
Komentarze (1)
arrow
"Cieszę się, że moja mama umarła". Czy warto przeczytać? [RECENZJA]