kino
Azjatycki Festiwal Pięciu Smaków - co obejrzeć na najsmaczniejszym festiwalu tej jesieni?
Diuna recenzja

"Diuna" to arcypiękny zwiastun filmu, który dopiero powstanie [RECENZJA]

Jakub TyszkowskiJakub Tyszkowski,25.10.2021 14:26

"Diuna" jest najlepszą produkcją kinową 2021 roku. Ale kolejny film w ramach tego uniwersum będzie lepszy - i właśnie to, czyli poczucie niedosytu, pozostawiła we mnie ponad dwugodzinna wizyta na pustynnej Arrakis.

bFPtOXmH

"Diuna" jest adaptacją powieści Franka Herberta o tym samym tytule z 1965 roku. Akcja książki rozgrywa się w bardzo dalekiej przyszłości i jest osadzona na planecie Arrakis (Diunie). Na planecie znajdują się złoża melanżu, czyli substancji o właściwościach psychoaktywnych, która umożliwia odbywać podróże międzygwiezdne. Ze względu na swoje właściwości melanż jest najcenniejszym surowcem we wszechświecie.

"Diuna" rozpoczyna się w momencie, gdy panowanie nad Arrakis obejmuje ród Atrydów. Dzieje się to w wyniku decyzji Imperatora, który odbiera zwierzchnictwo nad planetą rodowi Harkonnenów. Jednak ci nie zamierzają zrezygnować ze źródła swojego bogactwa tak łatwo. Do walki o władzę włącza się zgromadzenie Bene Gesserit - jest to żeński zakon, który chce stworzyć Kwisatz Haderach, proroka-mesjasza.

Diuna | Oficjalny zwiastun

Okrojony materiał źródłowy

Frank Herbert wykreował gigantyczne uniwersum, które jest niezwykle złożone. "Diuna" jako książka to wielowątkowa opowieść, której fabularne skomplikowanie trudno jest upakować sobie w głowie. Przełożenie powieści Herberta scena w scenę na film jest niemożliwe, ale Denis Villeneuve - reżyser "Diuny" - wcale nie próbuje tego robić. Tnie tam, gdzie trzeba uciąć, nie naruszając kręgosłupa historii.

bFPtOXmJ

Dla mnie - osoby, która zaczytywała się w "Diunie" jako nastolatek - wszystkie relacje i wydarzenia, które zobaczyłem w filmie były zrozumiałe. Nadążałem za akcją bez problemu. Kinomaniacy, którzy nie zapoznali się z treścią książkowego oryginału, nie powinni się obawiać, że poczują zagubienie w trakcie seansu. Villeneuve wprowadza widza do "Diuny" powoli, tłumacząc ten świat tam, gdzie trzeba to zrobić.

Wizualny majstersztyk

Mimo że film jest już dostępny na nielegalnych źródłach, nie róbcie sobie tej krzywdy i nie oglądajcie "Diuny" na smartfonie lub na laptopie. Nowy film Denisa Villeneuve'a rozsadza czachę dopiero wtedy, gdy oglądacie go na dużym ekranie (najlepiej IMAX). Sceny batalistyczne, pustynne krajobrazy, modele statków kosmicznych, monstrualne czerwie - każdy element powstał po to, aby sycić nim oczy.

Aktorska najwyższa liga

Oglądanie "Diuny" sprawia ogromną przyjemność również ze względu na fenomenalną obsadę aktorską. Pierwsze skrzypce gra Timothée Chalamet, który wciela się w księcia Paula Atrydę. Chalamet znakomicie ukazuje przemianę, jaką przechodzi jego bohater - z młodzieńca, który marzy o przygodzie po następcę tronu, którego imperialne ambicje sięgają daleko poza pustynną Arrakis.

Czego zabrakło?

Zakończenia. Na początku recenzji stwierdziłem, że "Diuna" to olbrzymia opowieść, której nie sposób zamknąć w jednym filmie - w przeszłości z marnym skutkiem próbowali tego dokonać Alejandro Jodorowsky oraz David Lynch. Dlatego Denis Villeneuve podzielił swoją "Diunę" na dwie części. Film, który trafił na kinowe ekrany w 2021 roku, jest dopiero wprowadzeniem do historii, którą ujrzymy za kilka lat.

bFPtOXmL

Nie oznacza to, że pierwsza część "Diuny" nie jest warta obejrzenia. Nadal uważam, że to najlepszy blockbuster, jaki trafił w tym roku do kin. Niemniej jednak, kiedy zobaczycie napisy końcowe, pomyślicie - HALO, ale co było dalej?! I być może właśnie o to chodzi w tym filmie. Nie o zakończenie, ale o całą drogę, która prowadzi do końca.

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
"The Day I Met Spider-Man". Ukraińcy kręcą film superbohaterski o inwazji Rosji