Top Story
Młodzi Polacy pokoleniem samotności. Czatbot zastąpi przyjaciela?
"Dziewczyny z Dubaju"

"Dziewczyny z Dubaju" są NIESTETY lepsze, niż można było oczekiwać (RECENZJA)

Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Michał DziedzicMichał Dziedzic,26.11.2021 13:48

Odradzamy Wam wybranie się do kina na "Dziewczyny z Dubaju". To szkodliwy film, finansowany przez producenta homofoba. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że został zrealizowany dość sprawnie...

Po "Dziewczynach z Dubaju" spodziewaliśmy się wszystkiego, co najgorsze. Film był oparty na fatalnie napisanej "książce" Piotra Krysiaka, w której autor próbował outować kobiety zarabiające duże pieniądze na uprawianiu seksu, głównie z bogatymi mężczyznami. Wow, wielkie dziennikarstwo rodem z forum dla inceli. W sprawę zamieszany były trzecioligowe celebrytki, więc temat szybko podchwyciły media, donosząc szumnie o "aferze dubajskiej". O reportażu zrobiło się bardzo głośno, a chór "świecie oburzonych" chciał wywieźć seksworkerki z showbiznesu na taczkach, jak kiedyś Jagnę w "Chłopach". Zupełnie jakby zrobiły komuś coś złego.

Komercyjny potencjał tego obrzydliwego polowania na czarownice dostrzegła Doda (nomen omen budująca całą swoją karierę na seksownym wizerunku) oraz jej ówczesny mąż Emil Stępień. Parze udało się zaprosić do projektu reżyserkę Marię Sadowską i rozpocząć pracę nad filmem. Nie było jednak łatwo. Najpierw do sieci trafiły dwa zwiastuny produkcji, które wyglądały jak trailery niskobudżetowego paradokumentu, a później Doda i Sadowska awanturowały się publicznie z producentem, że ten nie chce ich wpuścić do montażowni. To wszystko zwiastowało jedną wielką katastrofę i poziom artystyczny jak u Patryka Vegi. Muszę jednak przyznać, że aż tak źle nie jest.

Największym atutem filmu jest obsada. Paulina Gałązka w roli głównej bohaterki Emi wypada bardzo przekonująco, a jej naturalność sprawia, że nieco łatwiej przełknąć nam dość topornie pisane dialogi i scenariusz, w którym pojawia się kilka luk fabularnych. Uwagę przyciąga też Katarzyna Figura w roli demonicznej sutenerki i grający mały, acz zapadający w pamięć, epizod Jan Englert.

Widać, że realizacja "dziewczyn z Dubaju" była kosztowna. Oko cieszą imponujące, szerokie ujęcia francuskiej riwiery czy orgia we wnętrzu bogato zdobionego złotem pałacu. Z ekranu wręcz wylewa się luksus. Biednie wypada jedynie ścieżka dźwiękowa. Słuchania na przemian "Girls to buy" i "Don't wanna hide" będą mieli dość chyba nawet najwięksi fani Dody.

Producenci podkreślali, że chcieli zrobić "film amerykański", czyli, jak rozumiem, kino środka, które trafi do mainstreamu. W gruncie rzeczy się im to udało. Nikt tu nie udaje, że "Dziewczyny z Dubaju" są czymś więcej niż komercyjnym popcorniakiem i ta bezpretensjonalność jest siłą produkcji. Akcja toczy się wartko, a w pierwszej połowie można było nawet kilka razy się zaśmiać.

Gorzej było pod koniec, gdy twórcy uderzyli w moralizatorski ton. Jakby nagle, po dwóch godzinach pokazywania nam luksusowego, imprezowego życia escort, przypomnieli sobie, że dziewczyny muszą ponieść karę za to, że pracowały seksualnie. Jedna z nich doświadcza nawet brutalnego gwałtu, ale jest on przedstawiony tak jakby (sic!) było to ryzyko zawodowe, z którym musiała się liczyć. Nie ma tu piętnowania mężczyzn, przemocy, kultury gwałtu, patriarchatu. Jest krzywdzący podział na dziewczyny, które się "szanują" i te, które żyją inaczej, więc w domyśle czeka je wszystko to, co najgorsze. Ten film jest szkodliwy społecznie i antyfeministyczny.

Przypomnijmy: słynnych "dziewczyn z Dubaju" nikt do pracy seksualnej nie zmuszał i dostały one za nią sowitą zapłatę. Największy problem ze świadczeniem przez nie usług seksualnych miała obdarzona moralnością pani Dulskiej gawiedź, która dopuściła się na seksworkerkach linczu, po tym jak na półkach ukazała się książka Krysiaka.

Teraz moralizator Emil Stępień chce zarobić na historiach dziewczyn, które sam krytykuje. To jednak nie wszystko. Wczoraj Stępień wyoutował się jako homofob. Producent został zapytany przez Pomponika o rzekomą relację, jaka łączyła go z osobą transpłciową. Sytuację skomentował słowami:


Pogoniłem tego transwestytę. Proszę, by nie robiono mi prowokacji. Mój Instagram jest strefą wolną od LGBT+.

Apeluję: nie idźcie do kina i nie dajcie temu człowiekowi zarobić nawet grosza.

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 3
  • emoji ogień - liczba głosów: 5
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 3
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 9
Agnieszka,zgłoś
Nie odczułam tego filmu jako linczu na sexworkerkach. Moim zdaniem on zostawia pewne pole do interpretacji dla widza. Można wysnuć z niego wniosek, że te kobiety się nie szanują, czy co tam kto im chce jeszcze nawrzucać. Moim zdaniem równie dobrze można pomyśleć, że święty czas, by ten zawód został objęty prawnymi regulacjami, aby nie dochodziło do takich scen, jak te z filmu. Równie dobrze można go też traktować jako przestrogę dla młodych dziewczyn, jeszcze nie ukształtowanych. Że życie kobiety w seks biznesie nie jest tak różowe, jak przedstawiają to potencjalni pracodawcy
Odpowiedz
11
like
1
dislike
zobacz odpowiedzi (1)
Ania,zgłoś
film świetny na pewno niektórym dziewczynką otworzy oczy. Przeraża mnie tylko dozwolony wiek odbiorców 15 lat?? no tu to chyba duża przesada
Odpowiedz
12
like
0
dislike
Film bardzo dobrze zagrany, nakręcony, wyreżyserowany. Wszystko na najwyzszym poziomie. Mam wrazenie ze wszyscy czuja przymus krytyki bo temat taki nieprawy, a moze zeby nie wyjsc na kurwiarzy albo escorty. I kazdy madry, ze po co jechaly. A widac tez w filmie co otaczalo te dziewczyny w malej miejscowosci, podworkowe chamstwo,,pokaz cycki itp. Meski mroczny świat i tam gdzie bieda i tam gdzie wielkie pieniądze. Plytkie refleksje po tym filmie to tylko odzwierciedlenie stanu umyslu.
Odpowiedz
16
like
2
dislike
Zobacz komentarze: 18
Komentarze (18)
arrow
Lublin: Na studniówce tańczyła z dziewczyną. W sieci awantura