ekologia
InPost i Modivo testują opakowania wielokrotnego użytku. Zakończą plagę pudełek?
ubrania

Nie wystarczy im, że zanieczyściły Indie. Fast fashion niszczy wody w Afryce

Źródło zdjęć: © Materiały własne red. Vibez, Canva
Anna RusakAnna Rusak,19.08.2021 12:24

Najnowszy raport Water Witness International jednoznacznie pokazuje, że wpływ globalnych marek odzieżowych na afrykańskie rzeki jest tragiczny

bFeIFDoz

Umówmy się, że sieciówki raczej nie są znane z ekologicznego i świadomego podejścia do środowiska. O tym, jakie chemikalia możecie znaleźć na swoich ubraniach, pisaliśmy tutaj, a o ogólnym wpływie fast fashion na ludzi i naturę tutaj, więc nie będziemy się powtarzać, ale naprawdę warto wiedzieć, co się tak naprawdę nosi.

Wiecie też już pewnie, że do wyprodukowania jednej koszulki, podkreślmy że mówimy o jednej koszulce, potrzeba prawie trzech litrów wody. No cóż, jak pokazuje najnowszy raport Water Witness International, sieciówki raczej nie troszczą się o stan zbiorników w miejscach, w których produkują ubrania.

Rzeki jak wybielacz

Raport pokazuje badania rzek w Afryce i jasno wskazuje na to, że to właśnie globalne marki fast fashion odpowiadają za ich zanieczyszczenia. Chociażby w Lesotho naukowcy odkryli, że tamtejsza rzeka jest zabarwiona na niebiesko, za co odpowiada barwnik do dżinsów.

W pobliżu fabryki tekstyliów przebadano też wodę z Msimbazi, której używa lokalna społeczność. Próbki pobrane z rzeki wykazały, że pH wody wynosi 12, czyli tyle samo co wybielacz. Rozumiecie – ludzie używają do różnych czynności życiowych wody, która przypomina wybielacz. Czy to nie jest przerażające?

Zapytacie może co producenci ubrań robią w Afryce?

Po prostu kusi ich tania siła robocza i podatki. Tyle. Najzwyczajniej w świecie opłaca im się to pod względem finansowym, bo jakżeby inaczej. Kto by się przy tym troszczył o jakąś wodę i ziemię? Po co? Raport powstał właśnie po to, by pokazać jak niebezpieczna i zagrażającą afrykańskiemu środowisku jest ich obecność.

bFeIFDoB

Do pozyskiwania produktów z Afryki przyznały się takie marki jak: ASOS i H&M. Przy tym jednak wskazały na inicjatywy, które mają zapewnić zrównoważony rozwój. Natomiast tak naprawdę około 50 międzynarodowych marek pozyskuje ubrania z tych krajów.

Wysoka cena tanich ubrań, realia pracy w Bangladeszu.

Autor raportu Nick Hepworth powiedział, że obecność globalnych marek w Afryce wcale nie poprawiła sytuacji miejsc, w których postanowiły działać. Wody wciąż są w fatalnym stanie, a pracownicy fabryk nie mają zapewnionych odpowiednich warunków sanitarnych. Ich obecność mogłaby być motorem do zmian, ale inwestorzy musieliby zacząć działać.

bFeIFDoD

Niestety zamiast tego, tylko jeszcze bardziej szkodzą, czemu dowodzi Water Witness International. Jasne, inwestycje wielkich marek na pewno pomogłyby np. pod względem bezrobocia, ale jeśli firmy nie zatroszczą się też o tereny, na których zamierzają zatrudniać tych ludzi, to całe przedsięwzięcie nie będzie miało sensu.

Dlatego, jeśli nie chcecie wspierać takich działań, postawcie na ubrania z drugiej ręki. Nie raz udowadnialiśmy, że kupowanie w lumpeksach opłaca się i to pod wieloma względami. A jeśli nie jesteście do końca przekonani, to kto wie, może po lekturze tego wywiadu będziecie?

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
Anna Lewandowska wspiera projekt 4F Change: "Wyznaję miłość do minimalizmu"