ekologia
4-latek zapytał Davida Attenborougha, czy ludzkość wyginie... i dostał odpowiedź
Markus Spiske

Godzina dla Ziemi nie ma sensu. Oto powody

Źródło zdjęć: © Markus Spiske / Pexels
Anna RusakAnna Rusak,26.03.2021 10:25

Myśleliście, że poczujecie się super, gdy o 20:30 w ramach Godziny dla Ziemi 27 marca zgasicie światło na godzinę? No to jesteście w błędzie. Także nie przylepiajcie sobie jeszcze orderu ekologa/ekolożki roku, bo szybko będziecie musieli_ły go zdjąć

bDUuYYYz

Godzina dla Ziemi jest organizowana już od 2007 roku. Tegoroczna edycja poświęcona jest Morzu Bałtyckiemu i w tym roku głównie koncentruje się na zwróceniu uwagi na problem ekosystemu tego obszaru. Szerzej pisaliśmy o tym tutaj i jeśli chcielibyście złożyć swój podpis pod petycją odnośnie działań na rzecz ochrony Bałtyku to tam znajdziecie więcej informacji.

Jest jednak jedna kwestia, o której musimy przy okazji porozmawiać – czy Godzina dla Ziemi w ogóle ma sens? Przyznam, że początkowo, gdy zetknęłam się z tym pytaniem, trochę się oburzyłam, no bo jak to – oczywiście, że ma, w końcu jest to takie ekologiczne, prąd się nie marnuje i w ogóle słyszałam o tym same dobre rzeczy od dziecka. Cóż…

Gdyby się nad tym bardziej zastanowić i odciąć od jakiś sentymentów czy tradycji, okazałoby się, że sama akcja wcale taka dobra nie jest. Wiecie, może jeszcze w tym 2007 roku, gdy kryzys klimatyczny jako problem nie istniał nawet w podręcznikach od przyrody (no może poza jedną lekcją o dziurze ozonowej, ale serio, kto się tym wtedy przejmował?), to taka akcja miała jakiś sens.

Jaki?

Pokazywała ludziom, że trzeba się zająć planetą, dać jej trochę odpocząć. Nieoświetlone ulice największych miast przez chwilę pozwalały uświadomić sobie, że kurcze, jednak jakoś zużywamy i męczymy Ziemię, także może należałoby się trochę bardziej nią zająć. A potem?

bDUuYYYB

Potem kasowaliśmy to zdarzenie z naszej pamięci, chowaliśmy świeczki do szuflady i na rok zapominaliśmy o tym, że niczego nie ma za darmo (i nie mam tu na myśli rachunków).

Tak obudziliśmy się w obecnych czasach. Może nie z ręką w nocniku, ale w wysychających rzekach, jeziorach i wszelkich innych zbiornikach wodnych. Kryzys klimatyczny stał się naszym nieodłącznym towarzyszem i dzięki niemu, a raczej w związku z nim, zaczęliśmy zmieniać swoje nawyki.

Niektórzy ograniczyli mięso, inni zakupy w sieciówkach, co odważniejsi porzucili latanie samolotami. I tutaj rysuje się jedna, główna wada Godziny dla Ziemi, którą chyba (w każdym razie taką mam nadzieję) lepiej można zrozumieć po tym pewnie przydługim wstępie – ona niczego nie zmienia.

Dlaczego?

Niczego nie zmienia w szerokiej perspektywie. Sprawia tylko, że przez chwilę, przez te 60 minut czujemy się lepiej, bo wydaje nam się, że zrobiliśmy jedną, dobrą rzecz dla Planety i możemy już spać spokojnie. W przeformułowywaniu naszego podejścia do Ziemi, nie chodzi jednak o chwilowe poczucie samozadowolenia, a o długotrwałą zmianę, która choć trochę polepszy obecną wizję katastrofy klimatycznej lub jakoś ją oddali.

bDUuYYYD

Także wiecie, jeśli na co dzień używacie miliona foliówek, nie segregujecie śmieci i nie staracie się zmienić swoich nawyków na bardziej ekologiczne, to możecie sobie darować tę jedną godzinę, serio. I oczywiście nie chodzi mi o to, że teraz każdy ma być wege i kupować w lumpeksach – daleko mi od wywoływania u Was ekowstydu.

Chodzi mi bardziej o stopniowe, regularne zmienianie swoich codziennych nawyków, które w zdecydowanie lepszy i długofalowy sposób pomogą naszej Planecie.

A co z elektrowniami?

Jest jeszcze jedna kwestia, której nie poruszyłam – samo funkcjonowanie elektrowni. Niektórzy uważają, że wyłączenie prądu na tę jedną godzinę robi więcej złego, niż dobrego.

bDUuYYYJ

Chodzi o to, że gdy wyłączymy elektrownie, to ponowne ich uruchomienie po pierwsze wcale nie będzie takie łatwe, po drugie nie wiadomo, czy sieci wytrzymają takie przeciążenie. Podobno, gdybyśmy mieli przełożyć, to chwilowe wyłączenie energii, na wstrzymanie emisji CO2 przez Chiny, to okazałoby się, że zatrzymaliśmy je zaledwie na 4 minut. Mało, prawda?

Niestety, nie ma żadnych rzetelnych badań, które potwierdzałyby te przypuszczenia, ale patrząc na to, co napisałam wyżej, pomijając już tą emisję CO2, chyba widać, jak krótkotrwały efekt ma takie chwilowe, roczne działanie.

Earth Hour: Switching Off the Lights Sends the Wrong Message

Może więc zamiast narzekać na energię, powinniśmy zastanowić się, jak wprowadzić jej bardziej zieloną wersję. Zamiast Godziny dla Ziemi przydałoby nam się więcej akcji, które np. pomagałyby montować panele słoneczne (czy jakiekolwiek inne, bardziej ekologiczne źródła energii).

bDUuYYYK

Czy Godzina zatem cokolwiek zmienia?

Ludzie już wiedzą, że jest źle - przynajmniej taką mam nadzieję - dlatego sama akcja WWF-u jest zbędna. Już lepszym rozwiązaniem jest wzięcie udziału w ich programie „Od zera do bohatera”, dzięki któremu możemy się dowiedzieć, co możemy zmienić w naszej codzienności, by Planecie żyło się z nami lepiej.

Jedynym plusem tej obecnej akcji jest to, że nie zamyka się ona tylko na tę godzinę bez światła, a przy okazji próbuje poruszyć bardzo ważny problem, jakim jest krytyczny stan ekosystemu Bałtyku.

Co możemy zrobić?

Także jeśli chcielibyście zrobić coś serio dobrego, to po pierwsze podpiszcie petycję, a po drugie jak już będziecie latem na plaży, to zabierzcie swoje śmieci ze sobą. SERIO. A jak się tak rozpędzicie w tych zmianach, to po trzecie możecie trochę ograniczyć zużycie wody i plastiku. Dzięki temu zrobicie zdecydowanie więcej dobrego.

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
Kiedy Ziemia się smaży, wchodzi ona – najbielsza farba w historii