recenzja
Kosmetyki od GenZie i Belle. Kolory jak z "Euforii", a piegi instant to hit [RECENZJA]

"Singiel w Nowym Jorku". Gejowska komedia na miarę naszych czasów [RECENZJA]

Źródło zdjęć: © Netflix
Michał DziedzicMichał Dziedzic,01.08.2022 14:30

Netflix słusznie zainwestował swoje (kurczące się) środki w nowy, gejowski serial komediowy. "Singiel w Nowym Jorku" to solidne guilty pleasure zadedykowane społeczności LGBT+. Aż chciałoby się krzyknąć: W KOŃCU!

bGxULgUP

Serial "Singiel w Nowym Jorku" opowiada o agencie nieruchomości o imieniu Michael (Neil Patrick Harris) , który z dnia na dzień zostaje porzucony przez swojego przystojnego i dobrze sytuowanego partnera Collina (Tuc Watkins). Po 17 latach w związku główny bohater znów musi odnaleźć się na "rynku randkowym", a przy tym odpowiedzieć sobie na pytania: kim jest i czego tak naprawdę oczekuje.

Te egzystencjalne rozterki są zanurzone w kipiącej od seksu gejowskiej kulturze i podane w lekki, żartobliwy sposób. Obserwujemy jak 40-paroletni protagonista uczy się robić dickpicki i umawia się na pierwszy hookup na Grindrze, co w gejowskim środowisku jest swoistym rytuałem przejścia.

Uncoupled | Official Trailer | Netflix

Serial stworzył Darren Star, odpowiedzialny za takie hity jak "Seks w wielkim mieście" czy "Emily w Paryżu". Amerykański producent ma rękę do lekkich, komediowych (i niezbyt ambitnych) produkcji, których sezon z łatwością pochłonąć podczas jednego wieczoru spędzonego przed telewizorem. Taki hitowy potencjał ma również "Singiel w Nowym Jorku", który na pozór jest kolejnym rozrywkowym komedio - dramatem o złamanym sercu, ale zdecydowane wyróżnia go to, że w końcu w głównych rolach nie widzimy pary hetero, tylko parę gejów.

bGxULgUR

Społeczność LGBT+, która przez lata musiała szukać swojej reprezentacji w epizodycznych postaciach popularnych sitcomów czy seriali, w końcu otrzymała do szpiku gejowską, wysokobudżetową produkcję typu guilty pleasure. I co najważniejsze, nie zobaczymy w niej nieśmiałego wychodzenia z szafy, mierzenia się z homofobią i umierania na HIV, czyli wszystkiego tego, czego geje mają już serdecznie dość. I w życiu i popkulturze. Koniec z męczeństwem i odmienianiem przez wszystkie przypadki słowa "tolerancja". Witamy w Nowym Jorku A.D. 2022. Jesteśmy otwarci, wyzwoleni i mamy zwyczajne problemy lekko zblazowanych mieszczuchów z wyższej klasy średniej. Jakie to wspaniałe i odświeżające!

Co prawda scenariusz pisany był tak, by trafił do mainstreamowej widowni i przestawia rozterki towarzyszące bolesnemu rozstaniu, czyli temat dość uniwersalny, ale cieszy fakt, że przemycono też wiele "inside joke’ów", które zrozumieją tylko ci, którzy na buszowaniu po Grindr zarwali nie jedną nockę. Niestety, zawiedli polscy tłumacze, którzy koniecznie muszą wziąć korki z gejowskiego seksu. W polskich napisach "bottom" zostało przetłumaczone na "kłoda" (swoją drogą co za bottom shaming!), a "top" na "dominator"...

Warto zaznaczyć, że choć komediowe wtręty w serialu pojawiają się często, to równie mocno wybrzmiewają gorzkie aspekty gejowskiego życia randkowego. Szerzący się ageizm, presja "idealnego" wyglądu czy lęk przed samotnością. Jakby nie patrzeć "Singiel w Nowym Jorku" to taki komedio-dramat na miarę czasów, w których żyjemy, a przy tym rozrywkowy serial, który stawia znak równości, bardziej niż nie jedna "zaangażowana" produkcja. Bo my, geje, też chcemy mieć średnich lotów komedyjkę o chłopach, seksach i randkach. Po prostu.

"Singiel w Nowym Jorku" 6/10

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
Czarny hot dog. Black Dog jest już w sklepach sieci Żabka [RECENZJA]