Wywiad z vgtbl.pl

Warzywny manifest Vgtbl.pl. "W naszej twórczości nie ma czegoś takiego jak kicz" [WYWIAD]

Źródło zdjęć: © Instagram
Oliwia RutaOliwia Ruta,03.03.2026 18:30

Warzywa, hyperpop i bezkompromisowe podejście do twórczości. Franek Warzywa i Młody Budda opowiadają o kulisach pracy nad "Vegetables Worldwide", realiach tras koncertowych, kontrowersjach wokół Eurowizji i o tym, dlaczego ich projekt to coś znacznie więcej niż estetyczna zabawa.

Ich muzyka wymyka się schematom, a warzywa od lat stanowią nie tylko motyw przewodni, ale też pełnoprawny manifest artystyczny. Z okazji premiery albumu "Vegetables Worldwide" oraz nadchodzącej trasy koncertowej porozmawialiśmy z Frankiem Warzywa i Młodym Buddą o procesie twórczym, inspiracjach, realiach branży muzycznej, sztucznej inteligencji oraz o tym, dlaczego koncerty coraz częściej stają się towarem luksusowym. Poznajcie najbardziej oryginalny duet w Polsce, który jasno zaznacza: "w naszej twórczości nie ma czegoś takiego jak kicz".

Warzywny manifest Vgtbl.pl. "W naszej twórczości nie ma czegoś takiego jak kicz" [WYWIAD]

Oliwia Ruta: - We wrześniu zeszłego roku wydaliście wspólny krążek "Vegetables Worldwide". Jak wspominacie proces twórczy płyty?

Młody Budda: - Proces twórczy był całkiem długi; ciężko mi namierzyć, w którym momencie zaczęliśmy już oficjalnie pracować nad płytą, ale myślę, że to mogło być mniej więcej w listopadzie-grudniu 2024 r. - zaraz po zakończeniu trasy koncertowej Komputer Tour. Naszym celem po raz pierwszy było zrobienie jak największej liczby utworów, żeby móc je wyselekcjonować. Wcześniej wszystko, co nagrywaliśmy, wydawaliśmy od razu. Teraz zależało nam na spójności i wyrównanym poziomie całości.

- W okresie zimowym uznaliśmy, że chcemy poszukać inspiracji poza muzyką: zaczęliśmy chodzić na mecze sportowe i inne wydarzenia kulturalne. Po raz pierwszy spędzaliśmy czas nie tylko w studiu, ale też na różnych eventach; przede wszystkim, żeby nabrać nowej perspektywy. To jest nasz debiut, a czujemy się, jakby była to nasza trzecia płyta (wcześniej ukazały się "Wykopki EP" i "Komputer EP").

Franek Warzywa: - Był to długi i bardzo konstruktywny czas, podczas którego dużo się nauczyliśmy i nabraliśmy nowego spojrzenia na tworzenie muzyki. To, co już umieliśmy, usystematyzowaliśmy sobie i stworzyliśmy płynną przestrzeń twórczą. Miło wspominam ten czas.

Oliwia Ruta: - Czy tworząc w tak oryginalnym i praktycznie niemożliwym do skategoryzowania gatunku, macie jakieś muzyczne inspiracje?

Młody Budda: - Są pewne rzeczy, które zawsze nas inspirowały: rzeczy około hyperpopowe, jak Kero Kero Bonito, Sophie czy 100 gecs - to na pewno są ważne projekty dla nas. Teraz otworzyliśmy się na nowe brzmienia. Zaczęliśmy słuchać muzyki azjatyckiej oraz przede wszystkim - ja prywatnie - współczesnej brazylijskiej; zarówno tej bardziej klasycznej z lat 70.-80., ale też zdecydowanie bardziej inspirujące dla mnie było wszystko spod znaku brazilian funk, czyli brutalnie minimalistyczne utwory, które zawsze są oparte na tym samym rytmie, ale za każdym razem używają innych sampli i faktur brzmieniowych.

- Teraz sobie uświadomiłem, że (podczas tworzenia "Vegetables Worldwide" - przyp. red.) zaczęliśmy grać więcej DJ-setów. Wiedza o tym, jak stworzyć dobrego DJ-seta i poprowadzić narrację zmieniła nasze podejście. Dawniej słuchaliśmy znacznie więcej muzyki gitarowej i emo, dlatego pierwsze dwie EP-ki były midwest, a nowy materiał jest zdecydowanie bardziej taneczny. Właśnie do tego nas ciągnie - mniej moshpitów, a więcej ludzi skaczących, wspólnie się bawiących.

Franek Warzywa: - Przeważnie nam się pokrywają tematy i zainteresowania muzyczne.

Oliwia Ruta: - W piosence "Green Friend" śpiewacie o tym, że wasze roślinki mają imiona - jestem bardzo ciekawa, jak je dobieracie i czy macie ulubionego kwiatka.

Franek Warzywa: - Są tutaj w pomieszczeniu z nami te rośliny. Jest Dracena Bożena, Alokazja Kacper, Fikus Iwona. Musi się rymować.

Oliwia Ruta: - Taki Gang Świeżaków trochę.

Franek Warzywa: - Tak, to jest dobra inspiracja. Zawsze starałem się nadać roślinkom jakieś imiona, żeby się do mnie przywiązały, nie ważyły się uschnąć i czuły, że są ważnymi bytami członkowskimi gospodarstwa domowego. Zdarza mi się podlewać rośliny i na razie większość żyje.

Oliwia Ruta: - Już niebawem wyruszycie w trasę koncertową. Widziałam, że każdy uczestnik koncertu w cenie biletu otrzyma darmową koszulkę. Skąd pomysł na tak niecodzienną akcję?

Młody Budda: - Jak wszyscy wiemy, teraz ceny biletów są bardzo wysokie. Zależy nam, żeby fani - oprócz tego, że przyjdą na koncert - wychodzili z niego w naszym merchu. Wymarzyło nam się, żeby zobaczyć całą salę w jednakowych koszulkach. Cena 80-90 zł za bilet i dodatkowo artyści z reguły za koszulki czy bluzy liczą sobie między 120, a 200 zł. Niestety nie każdego na to stać. Według nas jest to inkluzywny sposób zachęcenia ludzi do przyjścia na koncerty, który może wypalić. Policzyliśmy, że koszt produkcji może nam się zwrócić, bo wszystkie koszulki robiliśmy sami.

Franek Warzywa: - Mamy ten przywilej, że często jak chodzimy na koncerty to korzystamy ze znajomości i udaje się nam wejść za darmo. Ja zawsze staram się wtedy kupić koszulkę, jak mam kasę, żeby wesprzeć dodatkowo twórców. Wiem jak to wygląda z drugiej strony, wiem jak wyglądają realia koncertów. Dla większości artystów trasy koncertowe nie są przedsięwzięciem zarobkowym, tylko graniem muzyki. My staramy się racjonalnie podchodzić do tego wszystkiego - tak, żebyśmy nie byli stratni, ale jednocześnie, jeżeli mamy możliwość zrobić coś więcej i poświęcenia większej ilości czasu - np. robiąc te koszulki - to myślę, że warto.

Oliwia Ruta: - Podoba mi się ten roast na drogie merche. Uważacie, że inni artyści też powinni pójść w wasze ślady?

Młody Budda: - Myślę, że nie. To jest coś, z czym ludzie powinni nas kojarzyć.

Franek Warzywa: - Mamy ten przywilej, ponieważ jest mało twórców, którzy mogą sobie na coś takiego pozwolić. Choć koszty organizacji naszych koncertów są dość wysokie, bo nie będziemy oszukiwać: żeby taka trasa się zwróciła, trzeba sprzedać dużo biletów. Staramy się mimo wszystko robić rzeczy budżetowo. Minimalizujemy wielkość ekipy, jeździmy pociągami... Teraz, z taką ilością koszulek, nie damy rady, ale kiedyś - jak byliśmy w pierwszej trasie - ja po prostu miałam torbę Ikei wypchaną koszulkami, a Adam gitarę na plecach, pedalboard i walizkę. Dopiero ostatnio trasa była pierwszą, podczas której jeździliśmy autem.

- Jestem fanem wszystkich inicjatyw pro-fanowskich. Hubert. robi bardzo fajne akcje, jak np. pop-upy, podczas których jest sitodruk, a ludzie mogą przyjść i za darmo zrobić sobie koszulkę - odbić obrazek bezpośrednio na swoim ubraniu.

Oliwia Ruta: - Właśnie, dostępność koncertów to wyjątkowo aktualny temat. Wielu zagranicznych artystów decyduje się na rezydentury, a ceny biletów często są zbliżone do miesięcznego czynszu za mieszkanie. Co o tym myślicie? Czy według was koncerty powinny być towarem ekskluzywnym?

Młody Budda: - Myślę, że one będą coraz bardziej towarem ekskluzywnym. AI spowoduje, że koszt wyprodukowania utworu zejdzie do zera, bo nie będziemy musieli płacić za mix, master, aranżację. Już nie będzie sytuacji, w której będę potrzebował, żeby jakiś muzyk nagrał mi wyłącznie skrzypce - po prostu wpiszę to w prompt. W momencie, gdy koszt zrobienia piosenki będzie bliski zeru, wartość muzyki do reklam, produkcji też będzie bardzo mała. To odbije się na rynku koncertowym. Myślę, że im bardziej muzyka staje się zdehumanizowana, tym bardziej koncerty będą jednocześnie ekskluzywne, drogie i atrakcyjne. My działamy nadal w formule DIY i staramy się zachęcić ludzi do przychodzenia na nasze koncerty, a ktoś inny może zrobić rezydenturę, bo go nie stać.

Franek Warzywa: - My też mieliśmy taką rozkminę przy okazji trasy, żeby zrobić koncerty tylko w Warszawie. Chcieliśmy i nadal chcemy odwiedzić jak najwięcej miast, ale z punktu widzenia opłacalności najrozsądniej byłoby zorganizować jeden koncert w Warszawie, zminimalizować koszty dojazdów i wyprzedać jeden duży klub, a jeśli wszystko poszłoby dobrze - nawet zagrać drugą datę dzień później w tym samym miejscu. Oczywiście nie jesteśmy fanami rezydencji, ale rozumiemy skąd to się bierze i jakie są realia.

- Zawsze są komentarze w stylu, czemu nie ma np. Szczecina czy Łodzi na rozpisce trasy. Perspektywa zapełnienia klubu w Łodzi nie jest taka oczywista. Dlatego musimy podjąć decyzję i odpuścić część miast.

Oliwia Ruta: - Często mówi się, że polski rynek muzyczny nie jest zbyt łaskawy dla początkujących twórców. Czy doświadczyliście kiedyś dyskryminacji branżowej? Jak radzicie sobie z tego typu trudnościami?

Młody Budda: - Na pewno doświadczyliśmy, bo my też nie jesteśmy najbardziej oczywistym projektem do zabookowania. To wymaga otwartej głowy, często bookerzy są zaciekawieni ale jeszcze nie przekonani; dopiero gdy zobaczą nas na żywo, uświadamiają sobie, że mamy fajną energię i dobry przekaz.

Franek Warzywa: - Chcielibyśmy, żeby osoby, które są sceptycznie nastawione, miały okazję się przekonać. Było dużo takich sytuacji, że ktoś na początku nie rozumiał naszej konwencji. Traktujemy nasze koncerty i sztukę absolutnie na poważnie. Jesteśmy też wykształceni w tym, co robimy, mamy kompetencje i wieloletnie doświadczenie koncertowe. Kiedyś manager pewnego warszawskiego klubu napisał, że raczej kabaretu nie bookują, a booker festiwalu, że to, co robimy, jest absolutnie koszmarne.

Młody Budda: - Co ciekawe potem byliśmy już mile widziani w tym klubie, który zwyzywał nas od kabaretu, graliśmy tam dużo razy.

- Mamy dużo zagranicznych bookingów dzięki temu, że ktoś nas sprawdził na żywo. Zagraliśmy koncert w Chorwacji, dzięki któremu zagraliśmy na festiwalu w Słowacji, Portugalii czy Danii. Jednocześnie jest to rezultat naszej konsekwentnej pracy, nie dawania za wygraną i podchodzenia do tematu całkowicie poważnie.

Oliwia Ruta: Wracając do tematu trasy - nie da się ukryć, że spora część koncertów odbędzie się za granicą. Do kogo chcecie trafić z projektem? Spodziewacie się tłumów Polonii czy raczej osób reprezentujących inne państwa?

Młody Budda: - Myślę, że to powinno być tak 50:50.

Franek Warzywa: - Naszym celem jest dotarcie do ludzi lokalnie; do innych narodowości. Do Francuzów, Niemców, a w Londynie i Amsterdamie do wielu kultur. W każdym z tych państw jest też duży ośrodek Polaków i bardzo nam miło, jak przychodzą na nasze koncerty w innych krajach. Zawsze to jest wyjątkowe doświadczenie, bo dużo o Polsce mówimy i śpiewamy. Czuję, że to jest ważne dla nich (dla Polonii - przyp. red.), że taki zespół przyjeżdża z Polski. Niekoniecznie to jest wydarzenie typu polski festiwal: Weekend, Martyniuk itp. Oczywiście szacunek dla nich, ale my reprezentujemy muzykę młodego pokolenia.

Oliwia Ruta: - Zostańmy jeszcze na moment przy koncertach. Warzywa są i były ważne również w waszych poprzednich projektach. Podczas promocji muzyki jako Franek Warzywa ludzie na występy przynosili pory. Czy i tym razem chcielibyście zobaczyć na widowni włoszczyznę? A może zmienić trend na inne warzywo?

Franek Warzywa: - Ja myślę, że bardzo chcemy zobaczyć każdy rodzaj warzywa. Wszystko, co tylko ludzie chcą przynieść i będziemy wręcz do tego zachęcać. Chcemy zmobilizować całą armię porów i będziemy też rozdawać warzywa. Oczywiście cieszy nas to, że ludzie te warzywa spożywają i nie lądują one w śmieciach. Zanim koncert się skończy to marchewki - którą w którymś momencie dam publice - już nie ma. Teraz gramy w większych przestrzeniach, ale dawniej zdarzało się, że w całym klubie dawało porami. Może być ciężko w poznańskim Schronie, ale to tylko dlatego, że poznaniacy nie dają jeńców.

Młody Budda: - Chodzi o to, że w każdym mieście jest inna publiczność i trzeba przyznać, że poznaniacy mają w sobie najwięcej szaleństwa.

Oliwia Ruta: - Cieszy mnie wasza opinia o Poznaniu, bo ja właściwie to jestem z Poznania.

Franek Warzywa: - O dobra, to teraz można powiedzieć to wprost [śmiech]. Realnie Poznań to jest totalnie nasze ulubione miasto do grania i nigdy nas nie zawiodło. Ludzie mają super energię i zawsze przychodzą licznie na koncerty, ale wiadomo tu nie ma lepszych i gorszych - każdy koncert w Polsce to unikalne doświadczenie.

Oliwia Ruta: - Wasze teledyski i wizuale są dość specyficzne. Nie brakuje w nich efektów specjalnych, szalonych animacji i grafik. Czy korzystacie czasem ze sztucznej inteligencji w procesie twórczym? Jaki w ogóle macie stosunek do AI?

Franek Warzywa: - To może być kontrowersyjne co powiem, ale tak. Jednocześnie żaden z naszych teledysków czy wizuali nie jest AI-generated. Dawno temu, zanim AI było flopem i stało się popularne, to używałem je, żeby robić grafiki - na przykład okładkę singla "Oczy" czy płyty "Wykopki". Ona jest dla mnie fajna, bo jest artefaktem tamtego czasu - widać, że nie jest realistyczna, tylko dość pokraczna i abstrakcyjna. Rok później, kiedy chciałem znów zasięgnąć inspiracji i zacząłem analogicznie generować obrazki komputera zrobionego z warzyw (przy okazji tworzenia "Komputer EP"), to te obrazki były o wiele gorsze. Technologia wykonała niby progres, ale dla mnie regres. To był moment, kiedy ja przestałem z tego korzystać.

- Obecnie korzystam ze sztucznej inteligencji jako z narzędzia np. podczas tworzenia animacji 3D. Wtedy AI pomaga mi wygenerować przestrzenne modele np. na podstawie moich grafik, czego przykładem są warzywa w teledysku do "Krasnoludków". To jest tak, że klipy są w 100 proc. wyrenderowane przeze mnie, ale w niektórych momentach wykorzystuję modele, które stworzyłem z pomocą AI. To bardzo pomocne w przypadku, gdy nie mam za sobą teamu ludzi specjalizujących się w danej dziedzinie czy ogromnego budżetu. W przyszłości chciałbym mieć możliwość zapłacić komuś, żeby sam przygotował te modele.

Oliwia Ruta: - Niektórzy twierdzą, że nieodłącznym elementem VEGETABLES jest kicz - oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. W waszej twórczości raczej szukacie złotego środka, idziecie na kompromisy czy wyznajecie zasadę "more is more"?

Młody Budda: - Ja nie wiem, czy dobrze rozumiem, co to znaczy kicz. Mimo że robimy to, co dla innych - według norm społecznych - może być właśnie określone jako kicz, to dla nas jest to totalnie naturalne. Myślę, że kolejny rok pokazujemy, że robimy wszystko bardzo na serio. Moim zdaniem w naszej twórczości nie ma czegoś takiego jak kicz. To nie jest tak, że robimy rzeczy z zamysłem humorystycznym, specjalnym dystansem czy kiczem.

Franek Warzywa: - Sposób, w jaki posługujemy się językiem audiowizualnym, jest autorski i tego na pewno nie można nam odmówić. Dla mnie kiczowatość łączy się z nieświadomością. A my we wszystkim kierujemy się bardzo świadomymi odwołaniami kulturowymi i kodami.

Młody Budda: - Jedną z moich największych życiowych inspiracji od dzieciństwa był Frank Zappa. Ludzie też mu zarzucali podobne rzeczy, a myślę, że on też by się z tym nie zgodził. Wszystko, co robił, traktował śmiertelnie poważnie i ja to bardzo szanuję.

Franek Warzywa: - Jest taki zespół - Kury - który dla mnie jest bardzo kiczowaty, a nawet bardziej cringe’owy. Dużo osób nas do nich porównuje i ja się z tym nie zgadzam, nie rozumiem tego.

Młody Budda: - Oni robią muzykę dla jaj. My nie robimy muzyki dla jaj. My poruszamy tematy refleksji, depresji, próby odnalezienia się w świecie, tożsamości narodowej.

Franek Warzywa: - Natomiast nawet jeśli coś jest dla mnie kiczowate, to szanujemy tę twórczość - to na pewno dobrzy muzycy. Pytanie tylko, co oni w tym widzą, bo myślę, że oni sami mogliby się zgodzić, że robią to specjalnie - że to ma być dla jaj. To jest projekt robiony trochę dla zabawy, przy okazji. A my nie robimy niczego przy okazji. To jest nasz główny projekt, któremu poświęcamy całe życie. Wkładamy w to nasze codzienne emocje, nasze refleksje i rozterki. To jest coś, czym żyjemy i co przeżywamy razem ze światem.

Oliwia Ruta: - To była mega otwierająca głowę wypowiedź i dziękuję wam za nią. Myślę, że to zaznaczenie granicy jest mega ważne. W internecie pojawiają się głosy, że wasz projekt idealnie wpisuje się w klimaty eurowizyjne. Czy myśleliście o zgłoszeniu swojej kandydatury?

Młody Budda: - Wielokrotnie. Niestety żyjemy w czasach, w których Eurowizja nie jest w swoim prime momencie i myślę, że dopóki jest tak bardzo polityczna, to nie widzimy takiej możliwości. Polityka zawsze była i będzie ważna, ale Eurowizja jest miejscem, gdzie nie można pokazać swojego stanowiska, gdzie za pokazanie swoich wartości można nawet - jak w przypadku Joosta - zostać zdyskwalifikowanym.

Franek Warzywa: - Ja odbieram Eurowizję z niesmakiem. Nie rozumiem, czemu Polska bierze w niej udział w tym momencie, kiedy część krajów wycofała się i bojkotuje. Nie rozumiem, dlaczego - załóżmy - Przemek Kucyk robi piosenkę i zgłasza ją do preselekcji. Co za tym stoi? Czy ludzie nie mają żadnych refleksji?

- Personalnie jest mi przykro i nie rozumiem, dlaczego Alicja Szemplińska też się zgłosiła i ma duże szanse, żeby nas reprezentować. Byliśmy na jej występie, bardzo miła dziewczyna, świetnie śpiewa, super koncert. Piosenka, z którą chce wystąpić nazywa się "Pray" - ona ma cały hashtag "Pray for Eurovision", co jest dla mnie mega niesmaczne i bardzo nietrafione. Jak widzę ten hasztag to jest taki: okej, rozumiem, jesteście orędownikami Eurowizji. Jak Alicja się dostanie, będzie musiała podpisać pewnie umowę, przez którą nie będzie mogła powiedzieć żadnego złego słowa... Życzę jej, żeby się nie dostała. Doceniam jej talent muzyczny i czuję, że się bardzo zmarnuje. Nic na tym nie zyska - chwilowy zastrzyk widoczności na pewno jest kuszący, ale jednocześnie łatka tego, że była na Eurowizji w tym momencie historycznym zostanie z nią na zawsze.

Oliwia Ruta: - Na koniec mam do was nieco lżejsze pytanie. Jakie jest według was najlepsze warzywo ever? Takie, które byście mogli jeść do końca życia, bez przerwy?

Młody Budda: - Jakie są w ogóle kryteria bycia tym najlepszym warzywem? W sensie: czy chodzi o ulubiony smak? Wiem, jakie warzywa są na przykład dobre, ale to zależy od kryteriów…

Franek Warzywa: - Pomyślałem, że pomidor na pewno jest moim faworytem, ale ziemniaki też można jeść na wiele sposobów i są takim częstszym uzupełnieniem diety - tak mi się wydaje. Mają węglowodany i są bardzo podstawowym warzywem. Tofu na przykład jest świetne i bardzo odżywcze, ale to przecież nie jest warzywo. Kukurydza z kolei może być bardzo dobra, ale to też zależy. To jest w sumie dobre pytanie.

Młody Budda: - Myślę, że odpowiedź jest taka, że każde warzywo jest dobre - i tyle. Najważniejsze jest zachować różnorodność. Być może istnieje jakieś jedno idealne warzywo, ale niestety nie żyjemy w utopii. Najważniejsze jest po prostu mieszać warzywa i mieć kolorowy talerz.

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 0
  • emoji ogień - liczba głosów: 0
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 0