wywiad
Memy z Janem Paweł II. Dlaczego młodzi śmieją się z papieża Polaka? [WYWIAD]
Viacheslav Zarutskii

Viacheslav Zarutskii, rosyjski influencer: Marzę, by móc spalić rosyjski paszport [WYWIAD]

Źródło zdjęć: © Vibez / Canva, YouTube
Blanka RogowskaBlanka Rogowska,26.10.2022 10:45

Viacheslav Zarutskii, rosyjski influencer, do Polski przyjechał 11 lutego. 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę. Na YouTubie opowiada o Rosji i życiu imigranta w Polsce. - Wielu Rosjan nienawidzi Putina, ale nie chce wyjść na ulicę, czy nawet protestować w internecie. Nie chcą kłopotów. Większość Rosjan myśli tylko o sobie. Są tego uczeni od pokoleń - mówi w wywiadzie dla Vibez.pl.

Viacheslav Zarutskii ma 29 lat i pochodzi z Republiki Tatarstanu należącej do Federacji Rosyjskiej. Do Polski przyjechał w lutym tego roku, tuż przed rozpoczęciem agresji rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Jest influencerem i vlogerem. Na YouTubie po polsku i po rosyjsku opowiada o Rosji, a także o życiu na imigracji w Polsce. Jest jednocześnie prokuratorem i obrońcą zwykłych Rosjan, z jednej strony ostro krytykuje rosyjskie społeczeństwo, z drugiej tłumaczy przyczyny bierności rosyjskiego narodu wobec polityki Kremla. Niektóre z jego polskojęzycznych filmów na YouTubie mają po półtora miliona wyświetleń.

Blanka Rogowska: Kim jest Rosjanin mieszkający w Gdańsku, który stał się gwiazdą polskiego YouTube'a?

Viacheslav Zarutskii: - Pochodzę z małego miasta Niżnekamsk, znanego z wydobycia ropy i ciężkiego przemysłu. Mieszka tam ok. 240 tys. ludzi. Gdy byłem starszy, przeprowadziłem się do Kazania, stolicy Tatarstanu. Przez siedem lat pracowałem z dziećmi w muzeum nauki dla najmłodszych, potem też jako nauczyciel języka angielskiego. Gdy miałem 23 lata, zacząłem podróżować po Azji, gdzie także uczyłem angielskiego, m.in. w Wietnamie.

Praca z dziećmi to najlepsze zajęcie na świecie. W ten sposób można zmieniać przyszłość świata. Niestety, wiedzą o tym też politycy. Także ci, którzy nie mają wobec świata najlepszych zamiarów.

Przez 11 lat nauki w szkole o Polsce rozmawialiśmy łącznie może godzinę. Nie było nadmiernej propagandy. W tym roku do szkół wprowadzono nowy przedmiot. Nazwa to "rozmowy o ważnych sprawach". Jest we wszystkich klasach, zaczynając od szkoły podstawowej. Uczy się na nim, że Rosja poprzez operację wojskową chce pomóc mieszkańcom Ukrainy, a Polska na terenie Ukrainy prowadzi wojnę z Rosją. Niektórzy rodzice nie chcieli wysyłać na te zajęcia dzieci. Kończyło się wizytą policji.

Rosjanin jest zszokowany tym w Polsce

Gdzie byłeś, gdy w Ukrainie zaczęła się wojna?

- 11 lutego przyleciałem z dziewczyną do Polski. 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę. Obudziłem się, sprawdziłem telefon i zobaczyłem, że zaczęła się wojna. Byłem w szoku. Znajomi z Rosji pytali, czy to mądre posunięcie, żeby zostać w Polsce, skoro Polska wspiera Ukrainę. Rodzice i dziadkowie w telewizji usłyszeli, że Polacy nienawidzą Rosjan. Mówili, że jeśli ktoś na ulicy zorientuje się, że jestem z Rosji, zabije mnie.

Gdy byłem pierwszy raz w urzędzie dla cudzoziemców, obok było mnóstwo migrantów z Ukrainy. Atmosfera przyjazna. Gdy byłem tam drugi raz, trwała już wojna. W urzędzie było wielu uchodźców. Urzędnicy byli mili i pomocni. Tłumaczyli wszystko cierpliwie po angielsku. Gdy przyszła nasza kolej, urzędniczka poprosiła, żebyśmy usiedli, podała nam formularze, zaczęła tłumaczyć. Na widok rosyjskich paszportów nagle zapomniała języka angielskiego. Dla Rosjan wyrobienie teraz karty pobytu jest niemal niemożliwe. Prawnicy mówią, że przed wojną odmowy zdarzały się sporadycznie.

Kierowcami taksówek czy Ubera w Polsce są często Ukraińcy. Standardem było, że anulowali zlecenie czy wypraszali nas z pojazdu, gdy dowiadywali się, że jesteśmy z Rosji. Rozumiem ich.

Każdy film na YouTubie zaczynasz od zdania: "Uciekłem z Rosji, aby mówić prawdę o tym kraju". To jedyny powód, dla którego przyjechałeś?

- Od 8. klasy szkoły podstawowej miałem dostęp do internetu. Szybko zrozumiałem, że muszę wyjechać. Widziałem, że w wielu krajach na świecie - i na Zachodzie, i na Wschodzie - ludziom żyje się lepiej niż tutaj. I nie chodzi tylko o poziom życia w sensie ekonomii.

Mój pradziadek był Polakiem z Krakowa. Zacząłem fascynować się swoim pochodzeniem. Po pewnym czasie spędzonym w Azji udało mi się zdobyć wizę do Polski.

Zrozumiałem, że Polacy nie rozumieją, co dzieje się w Rosji, a Rosjanie, co dzieje się w Polsce. Dlatego zacząłem nagrywać na YouTubie w języku polskim. Wcześniej nagrywałem tylko po rosyjsku. Moja działalność w sieci spotkała się z gniewem wielu użytkowników z Rosji. Twierdzą, że jestem amerykańskim agentem. Gdy mówię dobrze o Polsce, nie wierzą.

Dlaczego Rosjanie nie protestują?

- W rosyjskich mediach mówią, że Rosja to wielki kraj, bogaty w surowce, więc i o wielkim potencjale. Polska jest o wiele mniejsza, a jej potencjał jest o wiele lepiej wykorzystany. Gdy pokazuję to na filmach, Rosjanie piszą, że to po prostu niemożliwe. Wielu uważa, że Polska to biedny, zacofany kraj.

Niedawno opublikowałem film porównujący życie w Polsce do życia w Rosji. Chodziło o takie sprawy, jak np. komunikacja publiczna. Mój ojciec powiedział: "Viacheslav, to wszystko nieprawda. Rosjaninie nie są biedni". Wiele osób nie ma do czego porównać swojego poziomu życia, dlatego nie wie, jak bardzo potencjał Rosji jest zaprzepaszczany.

Co mówią twoi znajomi i krewni z Rosji o wojnie?

- Większość wierzy w propagandę. Mówią, że Putin musi pomóc ludziom z Donbasu, że to akcja humanitarna. Zadzwoniła do mnie babcia i powiedziała, że w telewizji podali, że Polska na terenie Ukrainy prowadzi wojnę z Rosją. Polska jest przedstawiana jako aktywna strona konfliktu, agresor i prowokator, który z cwaniactwa i egoizmu prowadzi wojnę na nieswoim terenie. Babcia była zresztą pewna, że wojna toczy się też na terytorium Polski. Uważa, że polskie służby mogą mnie w każdej chwili zabić.

Oczywiście mam też znajomych, którzy myślą inaczej, choć jest ich znacznie mniej. I oni w większości opuścili już Rosję.

Niektórzy nienawidzą Putina, nie chcą wojny, wspierają Ukraińców. Jest też wielu takich, którzy nie lubią Putina, ale nie chcą wyjść na ulicę, czy nawet protestować w internecie. Nie chcą kłopotów. Większość Rosjan myśli tylko o sobie.

Dlaczego?

- Tak jest odkąd pamiętam. Rosjanie mają od lat wyuczoną - przez historię i system państwowy - bierność i bezradność. Nasze motto to: "nikomu nie wierz" i "w nic się nie angażuj". W Rosji nie ma wykształconego społeczeństwa obywatelskiego, ludzkiej solidarności, odpowiedzialności za wspólne dobro, aktywizmu, poczucia wspólnoty. Ludzie nie pomogą bezinteresownie. Co innego dla pieniędzy.

Brzmi jak definicja "homo sovieticus" rosyjskiego socjologa Aleksandra Zinowjewa, który opisał mentalność badanych przez niego rosyjskich emigrantów. Według socjologów, wyuczona bezradność, pasywność, egoizm były cechami mieszkańców byłych republik radzieckich, których tak ukształtował system komunistyczny.

- Najlepiej obrazuje to taka scena: Rosjanin nie będzie trzymał śmieci w swoim mieszkaniu, ale już nie przeszkadza mu, żeby je wystawić na korytarz za drzwi. Polak od razu wyniesie śmieci do śmietnika i jeszcze sprawdzi, czy nic nie zgubił, żeby wszystkim wokół żyło się przyjemniej. Dla Rosjanina jego przestrzenią będzie dom, dla Polaka cała okolica, za którą wszyscy czują się odpowiedzialni. Rosjanie uciekają od odpowiedzialności i wolności.

Wiele osób na Zachodzie dziwi się, dlaczego Rosjanie nie protestują tak, jak sobie to wyobrażaliśmy.

- Bierność była w nas przez lata kształtowana. Jeśli wyciągniesz kamień na policjanta, on wyciągnie broń. Do więzienia możesz trafić nawet za wciśnięcie "lubię to" na nieodpowiednim poście z Facebooka. Wiecznie przepełnione więzienia i łagry to realna kara za mówienie prawdy i stawianie oporu. Ciężko tam przeżyć czy wyjść w takim stanie zdrowia, żeby dalej cieszyć się życiem. A teraz prosto z więzienia mogą cię wysłać na wojnę z Ukrainą.

Protest czy opór miałby szansę na powodzenie, ale tylko gdyby wszyscy wzięli w nim udział. A to wielki, rozległy kraj, z wyuczoną bezradnością. Ludzie mówią: dlaczego miałbym iść do więzienia, skoro inni ludzie w tym czasie siedzą w domu i nic nie robią? Efekt jest taki, że jak już dojdzie do protestu - jak mogliśmy to zobaczyć po ogłoszeniu mobilizacji - to łatwo go stłumić i jeszcze mocniej nastraszyć ludzi.

Co mówili twoi znajomi z Rosji, gdy Putin ogłosił mobilizację cywilów do wojska?

- Dostałem tego dnia mnóstwo wiadomości. Wszyscy pisali "Slava, ratunku, zaczęli mobilizację". "Czy to jest dla was szok?" - pytałem zdziwiony.

Część mówiła tak: "nic nie wiem o wojnie i nie chce walczyć, ale też nic nie wiem o życiu w obcym kraju". I wybierała bierność. Siedzą w domu i czekają.

Dla wielu informacja o mobilizacji była jak wiadomość z innego kraju. Zachowywali się, jakby to ich nie dotyczyło. Myśleli, że jak nie mają przeszkolenia, to ich nie wezwą. A wezwali.

Niektórzy z biedy i desperacji uznali, że może na tej wojnie da się zarobić. Ale mobilizację mamy od miesiąca i nikt jeszcze z pieniędzmi nie wrócił. Słyszymy raczej o tym, że ci niewyszkoleni mężczyźni są na pierwszej linii ognia, jak mięso armatnie. Za nimi idą profesjonalne oddziały.

Znasz tych, którzy uciekli? W jakiej są sytuacji?

- W większości uciekli, bo nie chcą iść na wojnę. Nie chcą zginąć. To przeważający argument.

Część osób jest w Kazachstanie. Ucieczka prostsza, bo nie potrzebujesz wizy i paszportu uprawniającego do podróży poza terytorium Federacji Rosyjskiej, tylko taki wewnętrzny i prostszy do uzyskania dokument.

Wielu uciekło do Gruzji. Kolega mówi: "To dziwne. Oni tu nie lubią Rosjan". Mówię mu: "Człowieku, dlaczego mają lubić? Ty sam przed Rosją uciekasz". Gruzini w oknach samochodów wystawiają tablice z hasłem: "Rosjanie, wracajcie skąd przyszliście". Na drzwiach restauracji przeczytasz: "Rosjanie nie wchodzą".

Kolejną destynacją jest Turcja. Atrakcyjna, bo jeśli wynajmiesz mieszkanie na pół roku, otrzymujesz zezwolenie na dłuższy pobyt. Tam jest dobra atmosfera, a Rosjanie są dobrze przyjmowani, bo ich obecność dla lokalnych mieszkańców oznacza pieniądze.

Ci, którzy wyjechali, to ludzie z oszczędnościami. Niezamożni, którzy chcą uniknąć wcielenia do wojska, ukrywają się na wsiach w Rosji.

Jakie są plany twoich znajomych, którzy uciekli? Chcą wrócić?

- Połowa rozmyśla, kiedy wojna się zakończy i wrócą do domu. Reszta chce zostać za granicą. Mówią, że żałują, że wcześniej nie wierzyli w okrucieństwo tej wojny. Putina nazywają diabłem. Mówią o osiedleniu się w różnych krajach Azji - Turcji, Indonezji, Wietnamie. Wiedzą, że w Europie nie są mile widziani. Gdybym został w Rosji, na pewno wysłaliby mnie na front, bo ja byłem w wojsku.

Czy są obecnie w Rosji wolne media, wolność słowa?

- Absolutnie nie, choć oficjalnie tak. Tradycyjne media są kontrolowane przez państwo, niewygodnych dziennikarzy uciszono. Jeśli mówisz w social mediach coś niezgodnego z kremlowską narracją, to jesteś przedstawiany jako amerykański agent. Na moim kanale można znaleźć informacje o absurdalnych sprawach sądowych dotyczących wolności słowa. Nawet za komentarz w sieci możesz mieć problemy. Wolne rosyjskojęzyczne media działają, ale nie z terenu Rosji.

Przedmiot "Z" w szkołach rosyjskich

Niektórzy wiedzą, jak wykorzystywać VPN, żeby pozostać anonimowym. Żeby zdobyć rzetelne informacje o świecie, lepiej wejść na Telegram, niż użyć jakichkolwiek tradycyjnych mediów. Problem w tym, że nawet tam pojawiają się już trolle czy propagandyści. Zwykłym ludziom ciężko się w tym połapać. W takiej dezinformacji w końcu wybierasz tę informację, w którą łatwiej ci uwierzyć.

Czy Rosjanie wiedzą o fabrykach trolii w Rosji? Wierzą w to?

- Niektórzy wierzą, niektórzy nie, choć w rosyjskojęzycznym internecie można znaleźć liczne świadectwa osób, które tam pracowały. To zresztą praca z niską pensją.

Przez całą naszą rozmowę nie powiedziałeś o Rosjanach i Rosji nic dobrego. Nie ma niczego, z czego byłbyś dumny?

- Trudno być dumnym. W szkole uczymy się historii, ale to jest tylko jej wybrana część, przepuszczona przez filtr propagandy Kremla. To opowieść o wielkiej Rosji. Pochodzę z Tatarstanu, ale system edukacji nie mówi o naszej odrębności historycznej, kulturowej, zaniedbuje się odrębne języki. Podobnie próbuje się zabić tożsamość Czeczenów, Buriatów itd. Po szkole przeciętny Rosjanin ma jedno zadanie: zdobyć pieniądze, żeby przeżyć. I to angażuje całe jego myślenie.

Putin rządzi Rosją już od 22 lat. Gdy objął fotel prezydenta, byłeś dzieckiem. Wyobrażasz sobie Rosję bez niego?

- Za każdym razem Rosja kończy z dyktatorem. Demokracja jest fikcją. Nie wierzę, że głosy byłyby uczciwie liczone. My nie wybieramy przywódców. Godzimy się na nich. Patrzymy na to, jakbyśmy oglądali film. Wielki kraj i liczny naród sprawiają, że odpowiedzialność jest rozproszona. Niektórzy Rosjanie próbują odciąć się od wojny i mówią, że to wina Putina. A to przecież wina wszystkich Rosjan.

Polacy mówią mi: skoro tak nienawidzisz Putina, to wróć do Rosji zmieniać swój kraj. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdy masz naprzeciwko siebie tak wielką machinę. Wiem, że ja też jestem odpowiedzialny, ale przynajmniej nie uczestniczę w tym mieszkając tam. Wybrałem życie w Polsce, eksplorację mojej polskiej tożsamości i korzeni.

Starsi Rosjanie nadal tęsknią za ZSRR, za komunizmem. Mówią: "Kiedyś to było! Może nie mieliśmy różnorodności produktów, ale każdy dostał mieszkanie, kartki na jedzenie, pracę. A teraz samemu trzeba za pracą, mieszkaniem i jedzeniem chodzić". Gdy nastał kapitalizm, wiele osób wychowanych w ZSRR nie umiało się odnaleźć.

A młodzi Rosjanie?

- To, kim jesteś, zależy w dużej mierze od tego, kto cię wychowuje. Oni także są produktami tego systemu, który nie uczy empatii i solidarności, a bierności i egoizmu. Nostalgia za ZSRR jest nadal żywa.

Wraz z dostępem do internetu i zachodniej kultury to się zmienia. Młodzi używają produktów zagranicznych marek, wiedząc, że my alternatyw nie wytwarzamy. Zastanawiają się, dlaczego nie wykorzystujemy potencjału naszego kraju i ludzi. Większość młodych chce prawdziwej demokracji i praw człowieka, dogłębnych zmian w Rosji. Tylko że nie bardzo wiedzą, jak z tą machiną walczyć. Demokracja w Rosji jest możliwa, ale dopiero wtedy, gdy umrze pokolenie wychowane w ZSRR, a dzisiejsza młodzież będzie miała dorosłe dzieci. Musi dojść do wymiany pokoleń. Teraz nie jesteśmy gotowi.

Jakie są twoje plany na przyszłość?

- Mój cel na najbliższe lata: zrobić, co w mojej mocy, by uzyskać polski paszport. Uczę się polskiego, badam moje krakowskie korzenie. W Polsce ja i moja dziewczyna czujemy się bardziej jak w domu niż w Rosji. Nie musimy przechodzić na drugą stronę ulicy, widząc policję. Nie musimy martwić się, jaki post polubiliśmy na Facebooku, jakich słów użyliśmy w sieci. Konduktor nie krzyczy na nas w tramwaju. W Rosji cały czas żyliśmy w poczuciu zagrożenia i potrzeby kontroli samego siebie. Tutaj odetchnęliśmy. Czujemy się odprężeni, jakbyśmy wreszcie wrócili do domu.

Moje życie w rosyjskiej armii

W momencie, gdy dostanę polski paszport, od razu spalę rosyjskie dokumenty. Marzę o tym. Jeśli z jakiegoś powodu Polska nie będzie nas chciała, pojedziemy gdzieś indziej, ale nie wrócimy do putinowskiej Rosji.

Ale chciałbym tu zostać. Wiele rzeczy mnie tu szokuje, ale - jak na razie - tylko pozytywnie.

Nie tęsknisz za bliskimi?

- Jeśli będziemy się chcieli zobaczyć, zapłacę na ich podróż do Turcji, czy innego kraju. Człowiek nie jest drzewem. Może żyć tam, gdzie wybrał. Jeśli miałbym dzieci i one wychowywałyby się w dzisiejszej Rosji, uznałbym to za moją życiową porażkę.

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 2871
  • emoji ogień - liczba głosów: 196
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 71
  • emoji smutek - liczba głosów: 53
  • emoji złość - liczba głosów: 56
  • emoji kupka - liczba głosów: 154
Hot Chip Challenge. Gastrolog: "To rodzaj masochizmu" [WYWIAD]