LGBT+
Atak na centrum "Postój" we Wrocławiu. Gdzie była policja?
Afera w szkole podstawowej w Sanoku

Afera podpaskowa w szkole w Sanoku. Matka oburzona broszurą o dojrzewaniu

Źródło zdjęć: © Vibez / Canva
Blanka RogowskaBlanka Rogowska,09.12.2022 19:00

Afera podpaskowa w szkole w Sanoku. Mama 13-letniej dziewczynki jest oburzona broszurą, którą znalazła w tzw. zestawie menstruacyjnym, który córka przyniosła ze szkoły. Jak pisze w liście do redakcji lokalnego portalu, nie zgadza się na to, by w szkole jej córkę uczono, że może być kim chce.

Sytuację ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Sanoku opisuje lokalny portal sanok.pl, a także - w bardzo podobny sposób - serwis nowiny24.pl. Do redakcji obydwu przyszedł list od zbulwersowanej matki 13-letniej dziewczynki.

Afera podpaskowa w szkole w Sanoku. O co chodzi?

Jak pisze kobieta w liście do redakcji, córka przyniosła ze szkoły tzw. zestaw menstruacyjny, który dostała podczas zajęć z zewnętrzną edukatorką na temat dojrzewania, menstruacji i higieny.

"Jestem zbulwersowana jako matka niespełna 13 letniej córki. W szkole podstawowej wprowadzili do szkoły rzekome zestawy menstruacyjne i rozdają dziewczynkom w klasach. Nie wiem kto ich wpuścił do szkoły, robiony był wykład z dojrzewania. Córka mi dała ten podarunek, który rozdawali dziewczynkom i ja otworzyłam" - pisze kobieta.

Poza zestawem podpasek w środku była broszura dotycząca najczęściej zadawanych edukatorom przez młodzież pytań. I właśnie ta część zestawu tak bardzo oburzyła czytelniczkę lokalnego portalu sanok.pl.

"Na pierwszy rzut oka na początku informacje dotyczące menstruacji. A na końcu książeczki - ulotki oczywiście wszelkie informacje, jak poradzić sobie, jeśli dziecko nie czuje się tym kim jest i że to normalne, że można nie czuć się ani kobietą, ani mężczyzną. Byłam w szoku co tam jest napisane, że większość uważa, że jest tylko 2 płcie żeńska i męska, ale to nie prawda itp.). Zastanawiam się, kto i dlaczego, przekazuje ukryte pod podpaskami dziewczynkom w 6 klasie, informacje i instrukcje dotyczące ideologii LGBT i innej tożsamości niż męska i żeńska" - pisze kobieta i dodaje, że ona nie daje zgody na to, by ktokolwiek mówił jej córce, że ta ma prawo być kim chce. "Pod płaszczem pomocy sanitarnej podkładają sfałszowane wskazówki uświadamiające dzieci, że mogą być kim chcą. Ja nie wyraziłam na to zgody" - pisze matka, które dalej sugeruje, że w niedługiej przyszłości do takich zestaw 13-latkom będą dodawać tabletki wczesnoporonne.

Dyrektor szkoły w Sanoku tłumaczy się z broszury o dojrzewaniu

Dziennikarze portalu skontaktowali się z Marekiem Wojtowiczem, dyrektorem placówki, który poinformował, że zestaw menstruacyjny był rozdawany na zajęciach, które odbywały się w ramach Szkolnego Programu Promocji Zdrowia, który w szkole realizowany od 20 lat. Jest dedykowany uczennicom klas szóstych i nosi tytuł "Między nami kobietkami".

"Program ten stworzono przy współpracy recenzentów Ministerstwa Edukacji Narodowej, psychologów i ginekologów. Znajduje się on w wykazie środków dydaktycznych zalecanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej do użytku szkolnego. Program realizujemy przy współpracy z wykwalifikowaną prelegentką Działu Profilaktyki i Edukacji" - napisał w oświadczeniu wysłanym do redakcji dyrektor. Dalej wytłumaczył, że "celem programu jest edukacja dziewcząt w zakresie lepszego zrozumienia przemian fizycznych i emocjonalnych, zachodzących w okresie dojrzewania, przyswojenie prawidłowej terminologii dotyczącej części ciała, dorastania i rozwoju oraz zaakceptowania siebie i złagodzenia stresów związanych z dorastaniem."

Dodał też, że na zajęciach poza zewnętrznymi edukatorkami były też nauczycielki i zapewnia, że nie działo się tam nic niestosownego, nie było też przekazu dotyczącego jakiekolwiek ideologii.

Mimo tych wyjaśnień dziennikarze sanockiego portalu zawiadomili o sprawie Kuratorium Oświaty w Rzeszowie i poprosili o komentarz w tej sprawie.

Broszura w zestawie menstruacyjny w Sanoku. Szok i niedowierzanie

Portal opublikował tę "szokującą" broszurę. Faktycznie padają tam dwa pytania o tożsamość seksualną. Pierwsze brzmi: "Jak mam porozmawiać z przyjaciółmi, jeśli moja tożsamość płciowa lub orientacja różnią się od oczekiwań społecznych?". Drugie pytanie jest to, co zrobić, gdy przyjaciel mówi mi, że nie identyfikuje się ze swoją płcią biologiczną.

Autorzy broszury w pierwszy przypadku odradzają pociech w deklarowaniu czy poruszaniu tego tematu z innymi. Radzą też, że prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, że akceptują nas takimi, jacy jesteśmy. W drugim przypadku młodym radzi się, aby docenili zaufanie, jakim obdarza ich przyjaciel, nie zdradzali jego zaufania itp.. Kontrowersyjne, prawda?

Na innej stronie broszury, na którą ze złością wskazuje matka, jest definicja płci biologicznej. A także informacja, że niektórzy ludzie opisują siebie inaczej niż według podziału na płeć męską i żeńską i "nie ma w tym nic złego". Jest też fragment o tym, czym są role płciowe. W ulotce czytamy, że są "skonstruowane społeczne i wiążą się z cechami i zachowaniami, które są zwykle uważane za typowe dla płci biologicznej danej osoby. Często zatem mogą szufladkować i ograniczać zarówno dziewczyny, jak i chłopców". Straszne, prawda?

Lex Czarnek 2.0. a afera w szkole w Sanoku

Najpewniej z mamą dziewczynki zgodziłby się minister edukacji Przemysław Czarnek, który forsuje kontrowersyjną zmianę prawa oświatowego, które mocno ograniczyłoby pojawianie się jakichkolwiek podmiotów - w tym edukatorów czy psychologów - zewnętrznych w szkołach. Projekt - nazywany LexCzarnek 2.0. czeka obecnie na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Pani przyklasnęłaby też Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty, która promuje antynaukowe treści podważając m.in. zmiany klimatyczne.

Wracając do tej szokującej - zdaniem mamy 13-latki – broszury. Przeczytaliśmy ją dokładnie. Nie pada w niej ani słowo "gender", ani "LGBT", ani nawet "osoba transpłciowa". Jest za to dużo o tym, że młodzi powinni szanować się nawzajem i z wyrozumiałością podchodzić do własnej cielesności, która w tym wieku się zmienia. Podane tam definicje np. ról płciowych są najbardziej podstawowymi i utrwalonymi przez dziesiątki lat terminami socjologii, która - z tego co wiemy – nadal jest w Polsce dziedziną nauki jak najbardziej legalną.

Ciekawe, czy za kilka lat rodzice będą chcieli, aby bez ich pozwolenia nie uczyć dzieci, że Ziemia wcale nie jest płaska. Bo nauczać o wiedzy medycznej - zgodnej z wykładnią WHO - najwyraźniej już nie wypada.

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 0
  • emoji ogień - liczba głosów: 2
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 3
  • emoji złość - liczba głosów: 2
  • emoji kupka - liczba głosów: 6
Hera,zgłoś
"Młodzi powinni się szanowac"nie potrzeba tego pisać od pokoleń jesteśmy młodzi i.potrafimy się szanować podane definicje ról płciowych dwóch są terminam isocjologi i o tym wiedzą ale nauka na tym poziomie winna być w szkole na lekcji np higieny prowadzona przez profesjonalistę a nie jakiś przybłędów pozaszkolnych. Nie porównuj nauki o ziemi do człowieka odbiegasz od tematu
Odpowiedz
6
like
3
dislike
Piotr,zgłoś
"Bez Zgody Rodziców" przekazanie takiej broszury powinno skutkować zwolnieniem z pracy Dyrekcji oraz osób odpowiedzialnych za tą sytuację.
Odpowiedz
8
like
13
dislike
MWodnik,zgłoś
Niedouczona mama.
Odpowiedz
15
like
6
dislike
Komentarze (3)
arrow
"Nastolatki na krawędzi", czyli transfobicznie o dorastaniu [RECENZJA]