wywiad
Grabarz z TikToka: "Nie boję się śmierci. To moja przyjaciółka" [WYWIAD]

Influencerka Saszan ruszyła do "normalnej pracy". Wnioski? Zaskakujące [WYWIAD]

Źródło zdjęć: © Instagram
Michał DziedzicMichał Dziedzic,19.08.2022 06:00

- Pracując z ludźmi w agencji zobaczyłam, jakie "odklejenie" panuje wśród niektórych influencerów. Nie u wszystkich oczywiście, ale istnieje spora grupa osób niepoważnych, nieterminowych i niesumiennych. A są to dorośli ludzie. Ciężko mi to zrozumieć - mówi piosenkarka i influencerka Saszan.

Michał Dziedzic: Saszan, działasz na wielu polach,. Jakie określenie zawodowe opisuje cię najtrafniej: piosenkarka, influencerka, bizneswomen?

Saszan: - Myślę, że piosenkarka. Lubię się rozwijać na wielu płaszczyznach, nie mam jednego hobby, ale to muzyka pochłania mnie najbardziej, angażuje moją głowę najmocniej i jest głównym powodem, dla którego robię wszystko pozostałe.

Działasz już w branży kilka dobrych lat. Największy sukces?

- Właśnie to, że mimo upływu lat bez przerwy wydaję muzykę, biorę udział w kampaniach reklamowych i otrzymuję kolejne propozycje czy to programów, czy koncertów. Od początku sama tworzę swój wizerunek, sama piszę muzykę. Nie zmieniło się to nawet w trakcie trwania kontraktów płytowych z dużymi wytwórniami. Jestem z tego ogromnie dumna. Zdaję sobie sprawę, że mogłam wiele razy się ugiąć, dać sobie napisać piosenkę lub założyć strój wymyślony przez menadżerów, ale nigdy do tego nie doszło. Dla mnie najważniejszym sukcesem jest właśnie to, że po prostu pozostałam sobą.

trwa ładowanie posta...

Wydałaś ostatnio nowy singiel "Shakira, Shakira". Co cię inspiruje do tworzenia nowej muzyki?

- Moje przeżycia i przeżycia najbliższych mi osób. Utwór "Shakira, Shakira" to odpowiedź na wątpliwości w mojej głowie. Czasem po prostu przychodzi ten gorszy dzień, kolejna przeszkoda do pokonania i czujesz wtedy, że nie masz na to siły. Musisz powiedzieć sobie wtedy: "kto jak nie ja", przypomnieć sobie, ile już za tobą i iść dalej. Brzmi to jak truizm, ale takiego banału często mi potrzeba. Postanowiłam wyrzucić to z siebie w formie radosnego utworu, bo wiem, że każdy miewa takie dni.

Wiem, że pomimo influencerskiego "statusu", jakiś czas temu podjęłaś się "normalnej" pracy w agencji kreatywnej. Co sprawiło, że zdecydowałaś się na taki krok?

- Z dołączeniem do tej agencji wiąże się zabawna historia. Około trzech lat temu siedziałam ze znajomymi przy piwku i rozpoczęła się dyskusja o pracy, doświadczeniu, CV. Nagle jedna z moich koleżanek zażartowała, że gdybym ja miała stworzyć swoje CV to miałabym pustą kartkę, bo od 18. roku życia zarabiam w internecie i nigdy nie chodziłam do takiej "normalnej" pracy. Niby żart, ale tak mi to weszło na ambicje, zostało mi to w głowie, że już tydzień później "tak z ciekawości" stworzyłam swoje CV.

Zawarłam w nim szereg swoich dotychczasowych współprac, udział w programach telewizyjnych, posiadanie własnej marki odzieżowej ze sklepem internetowym. O dziwo to CV było naprawdę pokaźne, nie jakaś tam biała kartka, z której żartowali moi znajomi. Był to czas, w którym byłam jurorką w programie "All together now: Śpiewajmy razem" i całe dnie spędzałam na planie zdjęciowym. Nie w głowie była mi "normalna" praca, ale chciałam się sprawdzić. Dodatkowo jednym z moich marzeń było założenie własnej agencji influencer marketingu. Stwierdziłam, że to będzie fajne doświadczenie zobaczyć jak to działa, nie tylko ze strony influencera.

Wysłałam swoje CV do kilku agencji, które wyskoczyły po wpisaniu "social media" i tyle. Bardzo się zdziwiłam, gdy już następnego dnia otrzymałam zaproszenia na rozmowę od wszystkich agencji, do których podesłałam CV. Byłam przerażona! Nie miałam pojęcia, na jakie stanowiska aplikowałam, nie rozumiałam tych skomplikowanych angielskich nazewnictw. Kto pracował lub pracuje w korporacjach na pewno wie o czym mówię.

Mój narzeczony Bartek nalegał jednak, żebym poszła na chociaż jedną rozmowę, bo przecież "co mi szkodzi". Poszłam więc i... wypadłam fatalnie. Nie umiałam w te "zagadnienia" na rozmowach o prace i odpowiadałam tak, jak uważam, a jak oczekuje pracodawca. Zaznaczyłam, że jeśli to praca biurowa, to ja odpadam. Nie nadaję się do siedzenia w miejscu i nie wyobrażam sobie pracować w Excelu. To nie moja bajka. Ku mojemu zdziwieniu... agencja stworzyła stanowisko specjalnie dla mnie. I zostałam. Od trzech lat tworzę content video, koordynuję nagrania, tworzę scenariusze dla naprawdę dużych marek. Od lat nastoletnich moją pasją było montowanie filmów. Okazało się, że całkiem nieźle mi to idzie. Mam z tego ogromną frajdę!

Czy miały na to wpływ kwestie finansowe? Praca na Instagramie nie jest aż tak lukratywna, jak wielu mógłby się wydawać?

- Na tamten moment było to bardzo spontaniczne, bardziej "z nudów" niż z powodów finansowych. Jednak te finanse okazały się być bardzo istotne, gdy nadeszła pandemia i cały świat stanął w miejscu. Ale nie dla agencji influencer marketingu. Właśnie tam wielkie marki wrzuciły swoje budżety i to właśnie praca z agencją dała mi w tym czasie stabilność. Obecnie jest to bardzo przyjemny dodatek do pieniędzy ze współprac na Insta czy Tiktoku.

Jak współpracownicy powitali cię na pokładzie? Kojarzyli cię z internetu?

- Zostałam bardzo miło przyjęta, mimo, że nie przesiaduję w biurze, nie widzimy się na co dzień. Oczywiście kojarzyli mnie z internetu i często służę pomocą, gdy potrzeba porady typowo od "influencera". Rozumieją, że to nie jest moja jedyna działalność i nie będę dostępna od godz. 9 do 17. To bardzo budujące, bo to, co robię jest tak naprawdę pracą kreatywną, która czasem ma swoje przebudzenie o godz. 1 w nocy.

Myślisz, że więcej influencerów powinno przekonać się, jak wygląda "zwykła" praca?

- Dla mnie bardzo niezrozumiałe jest bycie tylko i wyłącznie "influencerem". To strasznie nudne. Oczywiście przygotowywanie contentu, zdjęć, video jest czasochłonne. Ale nie na tyle, żeby zajmowało cały tydzień. Nic dziwnego, że influencerzy tak ochoczo biorą udział w walkach MMA, Bo co innego mają robić? To przynajmniej daje zajęcie, jakąś umiejętność. Mi osobiście w życiu na tym zależy najbardziej: na zdobywaniu nowych umiejętności. Piszę piosenki, śpiewam, tańczę twerk, skakałam do wody, prowadziłam programy telewizyjne, tworzę koncepcje do kampanii video, montuję. Co będzie kolejne? Jeszcze nie wiem, ale na pewno jeszcze dużo przede mną. Pracując z ludźmi w agencji zobaczyłam, jakie "odklejenie" panuje wśród niektórych influencerów. Nie u wszystkich oczywiście, ale istnieje spora grupa osób niepoważnych, nieterminowych i niesumiennych. A są to dorośli ludzie. Ciężko mi to zrozumieć.

Udało ci się znaleźć narzeczonego na aplikacji randkowej. Co byś radziła wszystkim tym, którzy na Tinderze szukają czegoś więcej niż tylko przygody na jedną noc?

- Najważniejsze to wiedzieć czego się chce i kogo się szuka. Moim ideałem była osoba, z którą nie mam żadnych wspólnych znajomych. Miałam wtedy pewność, że nic o mnie nie wie i ta znajomość będzie bezinteresowna. I tak też się stało. Mój Bartek kompletnie nie wiedział kim jestem, ma zupełnie odmienne zainteresowania. Na pewno przyda się też wytrwałość. To, że pisałam z kilkunastoma chłopakami, którzy... powiedzmy delikatnie: nie spełnili moich oczekiwań, nie zniechęciło mnie do dalszych poszukiwań. Mówię wam: warto!

Twój ślub będzie instagramowo-medialnym wydarzeniem, czy planujesz raczej zachować go dla siebie?

- Na pewno nie chcę zrobić z tego cyrku, bo aż mnie wykręca, jak widzę działania niektórych. Nie chcę jednak ukrywać przed światem przygotowań, bo moi fani bardzo to przeżywają i chcą być tego częścią. Myślę nad luźnymi vlogami, bo sama chcę mieć z tego pamiątkę.

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
Panseksualna Aleksandra: Jeśli nie ma cię w literkach LGBT+, szukaj dalej [WYWIAD]