size-plus
Joanna Cesarz, modelka plus size: "Generacja Z niesie ciałopozytywność w rejony, które nam się nie śniły" [WYWIAD]
Joanna Cesarz

Joanna Cesarz, modelka plus size: "Generacja Z niesie ciałopozytywność w rejony, które nam się nie śniły" [WYWIAD]

Źródło zdjęć: © vibez.pl / AKPA, Instagram
Blanka RogowskaBlanka Rogowska,25.08.2022 08:00

Joanna Cesarz, zwyciężczyni programu "Supermodelka Plus Size", została seksuolożką i otworzyła gabinet. - Kiedyś myślałam, że stanik trzeba nosić, że biust, jak i całe ciało, trzeba trzymać w ryzach. To pokolenie Z normalizuje brak stanika, makijażu, depilacji. Powinniśmy mu być wdzięczni - mówi w wywiadzie dla Vibez.pl.

Joanna Cesarz, psycholożka, seksuolożka, influencerka, jedna z pierwszych w Polsce modelek plus size, zwyciężczyni programu "Supermodelka Plus Size" w 2017 roku.

Blanka Rogowska: W twoich social mediach znajduję zdjęcie z lat nastoletnich. Widać, że nosiłaś o wiele mniejszy rozmiar. Jest też podpis, że właśnie wtedy czułaś się najmniej atrakcyjna. Jak to możliwe?

Joanna Cesarz: - Zawsze byłam wysoka. W końcu wzrost zatrzymał się na 182 cm. Odstawałam od rówieśniczek, które w większości były drobne. Zdarzało się, że chłopaków przewyższałam o dwie głowy.

Już w gimnazjum nosiłam rozmiar M. W liceum: 40. Pamiętam, jak płakałam w przebieralni, gdy okazało się, że najlepsza jest na mnie sukienka w rozmiarze 42. Dzieciaki w tym wieku potrafią być okrutne. Słyszałam, że jestem bestią, potworem. I tak się czułam, mimo że gdy patrzę na to zdjęcie dziś, to się z tego śmieję.

Miałam kompleksy. Katowałam się dietami. W bardzo krótkim czasie schudłam 20 kg. Myślisz, że pomogło? Patrzyłam w lustro i dalej się nienawidziłam.

Co się zmieniło?

- Po pierwsze poszłam na terapię. Po drugie dojrzałam. Młody człowiek zazwyczaj nie wie jeszcze, z czego mógłby być dumny. Więc próbuje budować pewność siebie, poczucie własnej wartości na tym, co jest najbardziej widoczne, czyli na powierzchowności.

Z czasem zrozumiałam, że to ciało jest dla mnie, a nie ja dla ciała. Wolę mieć nieco niżej biust, bo bez stanika, ale czuć się komfortowo. To, jak ciało wygląda, nie jest najważniejsze.

Ale wcale nie jest ważne?

- Ależ oczywiście, że wygląd się liczy. Przecież ja - jako modelka - na tym zarabiam! Dbam o ciało i bardzo to lubię. Od dziecka zwracałam uwagę na styl, lubiłam się czesać, pozować do rodzinnych zdjęć.

Ale trzeba uważać na pułapkę zbytniego osadzania tożsamości w ciele. Trzeba o nie dbać i je kochać, żeby służyło nam jak najlepiej. A nie, żebyśmy to my służyli jemu, byli jego zakładnikami.

Dziś jestem dla mojego ciała wyrozumiała. Rozpieszczam je. Nie czuję się winna, że zjadłam ciastko, na które miałam ochotę, nie koncentruję się na wyłapywaniu każdej niedoskonałości. Oczywiście trzeba dbać o zdrowie, ale także o zdrowie psychiczne.

Polski ruch ciałopozytywności dopiero raczkował, gdy stałaś się popularna. Byłaś jedną z pierwszych w Polsce modelek plus size, a w 2017 roku wygrałaś program "Supermodelka Plus Size", pierwszy taki konkurs w Polsce.

- Od tego czasu wiele się zmieniło. Modelek w różnych rozmiarach, w różnym wieku, o różnych kanonach urody jest dziś znacznie więcej. Wiele firm korzysta z ich usług. Ale największa przemiana przyszła chyba wraz z wejściem w dorosłość pokolenia Z.

To zadziwiające i piękne. Wydaje się, że oni robią, co chcą, obnażają kulturowe schematy, nie tracą zbytnio czasu na przejmowanie się innymi. Dwudziestokilkuletnie influencerki, takie jak Elyanna Sanchez, Chanté Glover, Liara Roux, uczą nas, że wcale nie musimy się depilować, jeśli nie chcemy. Przypomniały, że ten wymóg, aby kobieta była zawsze i wszędzie gładka, jest tylko społecznym konstruktem.

Podobnie z zapoczątkowanym już dawno, ale teraz odradzającym się ruchem topfreedom. Po pewnym czasie nienoszenia staników zrozumiałam, że ja ich niemal nienawidzę. Teraz noszę sportowe, lub - jeszcze częściej - nie noszę ich wcale. Może pomogła w tym pandemia, która skazała nas na siedzenie w domu, może to, że pokolenie Z uczy nas, że więcej wolno. Gdy byłam młodsza, wydawało mi się, że stanik trzeba nosić i już. Że trzeba piersi ujarzmiać, że biust, jak i całe ciało, trzeba trzymać w ryzach za wszelką cenę.

To pokolenie Z normalizuje brak stanika, makijażu, depilacji czy właśnie to, że każde ciało jest inne, co nie czyni nas gorszymi ludźmi. Generacja Z niesie ciałopozytywność w rejony, które jeszcze do niedawna nam się nie śniły. Zrywa z konwenansami, chce wolności. Podobnie jest z seksualnością, tożsamością.

To, o czym mówię, to pewne trendy, które zauważam w social mediach, czy u młodych artystów, twórców, aktywistów. Ale oczywiście rzeczywistość nie jest już taka różowa.

Do mojego gabinetu trafiają czasem nastolatki. Siada przede mną 14-latka, rozmiar 32. Mówi, że jest wyśmiewana przez rówieśników, że ma grube uda, że się spasła. Pytam, czy jest coś, co w sobie lubi. Odpowiada, że jeszcze do niedawna oczy, ale ostatnio ktoś jej coś na ten temat powiedział i już nie może na nie patrzeć. Nienawidzi siebie.

Social media robią więcej złego, czy dobrego?

- Z jednej strony młodzi mają teraz multum osób, do których mogą się w sieci porównywać. Internet nie ma zbyt dobrych narzędzi kontroli nad tym, jaki przekaz trafia do młodego człowieka, mamy problem hejtu.

Z drugiej strony, mamy dziś więcej autentycznych ludzi, którzy znajdują posłuch w internecie, niż w czasach, gdy gwiazdy były wyselekcjonowane głównie przez świat telewizora.

trwa ładowanie posta...

Wszystko zależy od tego, jak sobie w sieci radzimy, kogo obserwujemy. Jest taka różnorodność twórców w social mediach, że znajdzie się tu miejsce dla mądrych i wyważonych, ale i dla tych z drugiej strony barykady. Kiedyś w mediach, czy na dużych ekranach w ogóle takich autentycznych ludzi nie było. Widzieliśmy tylko szczupłych i atrakcyjnych z idealnie białymi zębami i w drogich ciuchach. Pod tym względem świat zmienia się więc na lepsze.

Efektem ubocznym jest niestety to, że każdy w internecie może wyrazić swoje zdanie, także to groźne.

Niedawno polska influencerka - Bunny Marthy - na Twitterze napisała, że przed McDonaldem powinna stać waga. Kolejny influencer - NitroZyniak - dorzucił: "Ogólnie powinien być podatek wizualny, jak wyglądasz jak ulane g*wno to płacisz aż schudniesz".

- Mają tupet. To strasznie krzywdzące. Myślę sobie, że ci ludzie muszą być bardzo smutni, skoro tyle agresji wywołuje w nich wygląd obcej osoby. Gdy stajesz się choć trochę sławny, młodzi cię obserwują, powinieneś zwracać uwagę na to, co mówisz.

Mimo tych wszystkich zmian w myśleniu, nadal żyjemy w opresyjnej kulturze diety.

Co to znaczy?

- Pewna odchudzająca się influencerka wrzuciła ostatnio na Instagram zdjęcie śniadania. A tam: biała bułka i parówki. Napisała, że pewnie zaraz rzucą się na nią hejterzy, a ona od czasu do czasu lubi zjeść właśnie to. W komentarzach wybuchła dyskusja na temat ładnego i brzydkiego jedzenia. Jedna mama napisała, że jej syn był wyśmiewany w szkole przez dziewczynki, bo przyniósł kanapkę z pasztetem.

Tu wchodzimy na inny poziom dyskryminacji, ten ze względu nie tylko na wagę, ale i zasobność portfela. Diety, zwłaszcza te promowane w sieci, składają się z drogich składników. Jedzenie, które jest tańsze, to w dużej mierze to, które jest tuczące. Mniej pieniędzy oznacza też słabszy dostęp do obiektów sportowych, dietetyka, różnych zabiegów.

Kultura diety jest opresyjna. Włączam social media. Internet krzyczy, że mam schudnąć. I wali po oczach sloganami, że "wystarczy tylko chcieć". Niejedna z nas pewnie myśli sobie: "kurczę, czyli nie chudnę, bo za mało chcę". A przecież ludzie nie mają jednakowych predyspozycji do zrzucenia wagi. Mają choroby, schorzenia, swój zestaw hormonów, kobiety rodzą dzieci. U mnie pół roku temu zdiagnozowano insulinodporność. Biorę leki, od których mam mdłości, trzymam dietę o niskim indeksie glikemicznym, ruszam się. I schudłam tylko kilka kilogramów. Czy naprawdę dlatego, że nie chcę?

Żeby nie było, że promuję niezdrowy styl życia: dbanie o zdrowie i związaną z nim wagę jest dobre i potrzebne. Ale trzeba to robić z głową i z miłością do siebie. A nie głodzić się, katować, odbierać sobie wszystkie przyjemności, a koniec końców obarczać tym zdrowie psychiczne.

Kultura diety doprowadziła nas do tego, że grubość to już nie tyle określenie na czyjś wygląd. To uczucie. Są dni, w których nasza waga nie różni się niczym od wczorajszej, a mówimy, że czujemy się "grubo". To słowo stało się synonimem na nieatrakcyjność, rozlazłość, brzydotę, złe samopoczucie.

Czy większej kobiecie łatwo się modnie ubrać?

- Ciałopozytywność sobie, a rynek modowy w Polsce sobie. Uwielbiam modę, a jednocześnie nienawidzę chodzić po sklepach, zwłaszcza po sieciówkach. W większość rzeczy się tam nie mieszczę, więc to tylko pogarsza mi nastrój.

Jeśli większa kobieta ma z dnia na dzień kupić sobie żakiet na rozmowę o pracę, to jest to niemal niemożliwe. Do wyboru mamy w Polsce: sieciówki, które mają już oczywiście działy plus size, ale zazwyczaj nie ma tam zbyt dużego wyboru. Jakby wszystkie ich pozostałe ubrania nie mogły być produkowane w większych rozmiarach. Poza tym mamy sklepy typu "modnisia xxxl", "pulchna pani", czyli takie z ubraniami, jak na starszą panią czy klasykami, które były modne z 20 lat temu.

Fajnie byłoby wspierać rodzime marki, ale one wypuszczają sukienki za min. 300 złotych. Nie każdego na to stać. Mamy sytuację taką: szczupła dziewczyna może ubrać się modnie bez problemu za relatywnie niższą kwotę niż większa. To dyskryminacja.

Skończyłaś psychologię i studia podyplomowe z seksuologii, niedługo zostaniesz psychoterapeutką. Jak ci idzie?

- Od pół roku mam swój gabinet. Wnioski? Dobry seks nie kończy się u kobiet na 60 kg. I nie jest tak, że większe kobiety mają mniejszy temperament. Możesz nosić rozmiar 36. i być w łóżku zablokowana, zalękniona, zestresowana. Możesz być dużą kobietą i mieć w sobie mnóstwo seksapilu. Mam wiele szczupłych i - obiektywnie rzecz ujmując - atrakcyjnych pacjentek. I dokładnie tyle samo kobiet, których wygląd odbiega od kanonu. Co więcej, przychodzą do mnie też mężczyźni: wysocy i umięśnieni, niscy i chudzi oraz plus size. Niemal wszystkim dolega to samo: nienawidzą tego, jak wyglądają.

trwa ładowanie posta...

Oczywiście, jeśli ktoś jest chory, a ta choroba wiąże się z wagą, to może być tak, że stanie się mniej sprawny fizycznie, będzie miał problem z odczuwaniem przyjemności. To ma wpływ na to, co dzieje się w łóżku.

Ale dobry seks to odpowiednio nastawiona głowa, a nie ciało. To podejście do ciała, jakie wynieśliśmy z domu, to powód, dla którego idziemy do łóżka itd. Ciało to rzecz drugorzędna. To tylko narzędzie.

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Alamakota,zgłoś
Takie osoby nie powinny prowadzić terapii. Projektuje własne leki na problem i uczy innych to co by chciała usłyszeć , a nie co może pomóc.
Odpowiedz
0
like
0
dislike
Elżbieta,zgłoś
Prawda jest taka że mężczyzna dojrzały i sensowną głowa nigdy nie będzie chciał kolejnego wieszaka w domu. Poza tym po co poświęcać tyle czasu ciału. Jeśli jesteś pusty w środku to nie ważne jak będziesz szczupły i seksowny nikt na poziomie długo z Tobą nie wytrzyma. I najważniejsze na samym końcu wszyscy będziemy niedołężni i starzy. chyba że umrzesz wcześniej. Znajdź swoją pasję i się w niej zatracaj a ciało to ciało i tak kiedyś zgnije.
Odpowiedz
0
like
1
dislike
zobacz odpowiedzi (1)
Alicja,zgłoś
Czy masa ciała jest wprost proporcjonalna do masy mózgu? Jeśli nie umiesz odpowiedzieć na to pytanie, to przestań się już zajmować swoim ciałem a zacznij rozwijać intelekt i ducha. Powodzenia.
Odpowiedz
3
like
4
dislike
zobacz odpowiedzi (2)
Zobacz komentarze: 37
Komentarze (37)
arrow
Joanna Cesarz, modelka plus size: "Generacja Z niesie ciałopozytywność w rejony, które nam się nie śniły" [WYWIAD]