Kaja Godek szukała lekarza "prolife". Dlaczego nie jest dostępna ich lista?
Działaczka antyaborcyjna Kaja Godek pilnie szukała lekarza lub lekarki "prolife". Dlaczego nie mamy dostępu do informacji o osobach, które podpisały "klauzulę sumienia"?
2 czerwca antyaborcyjna aktywistka Kaja Godek zamieściła na portalu X emocjonalny apel. W późnych godzinach nocnych napisała: "Mega pilne! Poznań! Szukam lekarza prolife z Poznania, który odbierze telefon teraz. Najlepiej ginekolog lub rodzinny. Proszę o priv".
Kaja Godek szukała lekarza "prolife"
Określenie "prolife" mogłoby sugerować, że jako specjalista od ochrony zdrowia i życia, potrzebny był jakikolwiek lekarz czy lekarka. Jednak znając aktywność Kai Godek w zakresie utrudniania polskim kobietom dostępu do bezpiecznej medycyny, można domyślać się, że szukała osoby z "klauzulą sumienia", która nad zdrowie i życie ciężarnej kobiety przekłada własne "wartości".
Takie założenie zdaje się potwierdzić kolejny wpis Godek, w którym napisała: "Dziecko niestety już nie żyje. Zanim wkroczyli lekarze prolife, lekarze nie prolife zawalili sprawę. Śpij w pokoju, aniołku". Bardzo znamienne jest, że ani sama antyaborcjonistka nie zająknęła się słowem o stanie i bezpieczeństwie kobiety, która domniemane dziecko nosiła. Jej los nie zainteresował również kilku osób, które zareagowały na wpis działaczki.
Klauzula sumienia powinna być jawna?
Ciekawe jest, że mimo tak dramatycznych wpisów Kaja Godek nie postuluje o powstanie ogólnopolskiej listy lekarzy i lekarek (zwłaszcza rodzinnych i ginekologów), którzy nie przypisują antykoncepcji, nie zajmują się in vitro i nie uwzględniają zdania (a często zdrowia i życia) kobiety w zakresie utrzymania lub przerwania ciąży. Istnieje co prawda zalążek takiej listy na stronie oplodności.pl. Niestety są tam tylko nazwiska osób, które same się na nią wpisały. Z Poznania jest na niej sześć osób.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
HEJT W INTERNECIE: VIBEZ x SEXEDPL
Dlaczego pacjentki i pacjenci nie mają dostępu do informacji, która może zadecydować o tym, czy będą leczeni zgodnie ze współczesną wiedzą medyczną, czy w harmonii z "sumieniem" lekarza lub lekarki, do których trafią? W internecie jest co prawda dostępna lista imion, nazwisk i specjalności ponad dwóch tysięcy osób, ale "ze względu na RODO" to jedyne udostępnione dane, które być zbieżne z innymi osobami. Jeśli informacja o podpisaniu "deklaracji wiary" jest elementem prywatności, to fakt jej podpisania nie powinien mieć znaczenie w sposobie publicznego funkcjonowania jako lekarz czy lekarka.
Popularne
- SmileLandia istnieje? Wyjaśniamy, o co chodzi w nowym trendzie
- Piosenki tworzone przez AI podbijają "Viral 50 - Polska". Wszystko przez poziom polskiej muzyki?
- Ikea wypuściła własne blind boxy. W środku m.in. ikoniczne rekiny-blåhaje
- Popek poleciał do Turcji zrobić zęby. Efekt jego metamorfozy jest niesamowity
- Świetna wiadomość dla fanów Muminków. Pierwsza muminkowa kawiarnia otwiera się w Polsce
- Influencer podzieli się empatią. Pod warunkiem, że zapłacisz
- Wersow testuje Burgera Drwala. Jak oceniła króla zimy z McDonald's?
- Zamknęli influencerów w więzieniu? Premiera "Eksperyment: Odsiadka" już za kilka dni
- Jarmark all inclusive? Płacisz raz - jesz i pijesz, ile chcesz





