Coraz więcej uczelni otwiera kierunki medyczne

Coraz więcej lekarzy, coraz mniej prestiżu. Nowe kierunki lekarskie są problemem

Źródło zdjęć: © canva / canva
Weronika Paliczka,
20.09.2023 10:45

Kolejne uczelnie otwierają kierunki lekarskie. Na adeptów medycyny czeka m.in. Akademia Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, czyli uczelnia założona przez o. Tadeusza Rydzyka. Opinie lekarzy nie łączą się z zachwytami Przemysława Czarnka.

Oskar Szafarowicz na X (Twitterze) chwali się, że za czasów Prawa i Sprawiedliwości liczba studentów medycyny wzrosła dwukrotnie. Faktycznie, coraz więcej uczelni państwowych i prywatnych chwali się kierunkami medycznymi. Przyszli lekarze mogą kształcić się na założonej przez o. Tadeusza Rydzyka Akademii Kultury Medialnej i Społecznej w Toruniu, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II czy Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Coraz więcej uczelni prywatnych również proponuje studia lekarskie.

Od października 2023 r. kierunek lekarski będzie można studiować aż na 32 uczelniach. Były minister zdrowia Adam Niedzielski wyznaczył rekordowe limity przyjęć: na przyszłych lekarzy czeka ponad 11 tys. miejsc. W porównaniu z 2016 r. to wzrost o ponad 4 tys. studentów.

trwa ładowanie posta...

Komentujący nie pozostawiają suchej nitki na sukcesie PiS

W komentarzach pod wpisem Oskara Szafarowicza zawrzało. Jedna z komentujących punktuje, że za sukcesem PiS nie stoi liczba otwartych kierunków medycznych: "No tak, jeśli pozwalacie niemal każdej uczelni (np. AKSiM Rydzyka(!!)) na kształcenie medyków bez poszanowania dla jakości tych studiów, to potem możecie się chwalić liczbami. Poza tym to liczba otwartych pozycji w rekrutacji na I rok, nie studentów."

Kolejny komentujący podkreśla, że rząd PiS znacząco obniżył jakość studiów medycznych: "Co za wierutne bzdury. Studia medyczne sprowadzono do rangi wyższych szkół zawodowych. Współczuję takich lekarzy, bo profesjonalistom kazaliście jechać na Zachód."

trwa ładowanie posta...

Wiele osób zauważa też, że najlepiej wykształceni polscy lekarze wyjeżdżają na zachód, aby tam pracować w nowocześniej wyposażonych placówkach oraz zarabiać godne pensje.

Lekarze nie są zachwyceni obecnym stanem rzeczy

W związku z problemem portal Vibez zapytał o komentarz osób, które najbardziej są dotknięte zmianami, czyli samych lekarzy oraz studentów medycyny. Rozmówcy pozostają anonimowi ze względu na uniknięcie oceniania w pracy bądź na uczelni pod kątem udzielenia negatywnych opinii.

Lekarz pediatra z woj. dolnośląskiego stwierdza, że: "Obniżenie progów na medycynie zmniejsza ilość pielęgniarek, ratowników, diagnostów, ponieważ osoby, które planowały iść na studia pokrewne kierunkowi lekarskiemu, decydują się na wybór medycyny. Średnia wieku pielęgniarek wynosi ponad 50 lat. Brakuje wykwalifikowanej kadry personelu medycznego." Lekarz zwraca uwagę na to, że kadra medyczna się nie zwiększa.

"Jest coraz więcej studentów, nie zwiększają się za to płace prowadzących, którzy rezygnują ze względu na ilość obowiązków. Często prowadzący zajęcia muszą zostać po godzinach, aby uzupełnić dokumentację medyczną, ponieważ ćwiczenia odbywają się w tym samym czasie, co przyjęcia pacjentów" - informuje lekarz portal Vibez.

Wielu prowadzących zajęcia rezygnuje z nauczania, ponieważ przez pracę ze studentami ich poziom opieki nad chorymi drastycznie spada.

Warunki zatrudnienia medyków pozostawiają wiele do rzeczenia. Obecnie lekarz z kilkuletnim stażem pracy, który zdecyduje się na dodatkowe prowadzenie zajęć ze studentami, zarabia 30 zł za godzinę. W związku z tym coraz więcej prowadzących rezygnuje z pracy. Kolejni wykładowcy przenoszą się do ośrodków, w których zarabiają większe pieniądze.

Zdaniem pediatry większość obecnie otwieranych kierunków lekarskich nie spełnia wymagań komisji akredytacyjnej. Mimo to minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek wyraża zgodę na otwarcie kolejnych wydziałów. Jak podaje nasz rozmówca, akademia założona przez Tadeusza Rydzyka również nie otrzymała zgody komisji akredytacyjnej, która sprawdza standardy akademickie.

Do otwarcia kierunku medycznego w szpitalu musi być kilka oddziałów. Jak informuje pediatra z woj. dolnośląskiego: "W praktyce każdy szpital wojewódzki i część szpitali powiatowych teoretycznie może kształcić studentów. Wymagania dotyczą także liczby wykładowców: przyjmuje się, że w placówce musi być minimum 15 nauczycieli akademickich z przynajmniej tytułem doktorskim. W czasie studiów medycznych studenci uczęszczają na średnio 20-30 przedmiotów. Oznacza to, że ponad połowa zajęć przeprowadzana jest z niedostatecznie wykwalifikowaną kadrą".

Na uczelniach dochodzi do absurdów. Zajęcia ze studentami na stażu podyplomowym prowadzą rok starsi studenci. Ćwiczenia w Klinice Pediatrii prowadzą rezydenci z pierwszego roku, czyli osoby, które dopiero co skończyły studia medyczne i same rozpoczynają naukę wybranej specjalizacji. Oznacza to, że poziom zajęć praktycznych jest za niski ze względu na brak dostatecznej wiedzy praktycznej.

Ogromna liczba absolwentów studiów medycznych oznacza także problemy z dostaniem się na specjalizację. Praktycznie mówiąc, lekarze bez specjalizacji mogą pracować wyłącznie w Podstawowej Opiece Zdrowotnej bądź w małych szpitalach. Wygląda więc na to, że choć lekarzy będzie dużo, nie oznacza to skrócenia czasu oczekiwania do specjalistów.

Studenci martwią się o swoją przyszłość

Student trzeciego roku kierunku lekarskiego na Śląskim Uniwersytecie Medycznym wprost krytykuje obecny stan rzeczy: "Jest to sytuacja, która stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów leczonych przez przyszłych lekarzy. Otwierane są kierunki lekarskie bez m.in. zaplecza klinicznego, kadry naukowej, za to z fatalną organizacją harmonogramu studiów, ze względu na powyższe braki. Powstaje wiele patologicznych sytuacji, takich jak dojazdy na zajęcia z anatomii ponad 250 km do Radomia z Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu."

Wraz ze wzrostem liczby uczelni prowadzących kierunek lekarski spada jakość nauczania. Przyszły lekarz martwi się o swoją przyszłość: "Jestem zaniepokojony perspektywą pracy z lekarzami, którzy poprzez braki w edukacji mogą doprowadzić do skrzywdzenia pacjenta. Osobiście uważam, że jakość kształcenia na kierunkach lekarskich powinna być ważniejsza od ilości studentów i przyszłych lekarzy."

Następne lata edukacji nie malują się w kolorowych barwach. "Dużo osób może nie dostać się w przyszłości na specjalizację - wymarzoną lub jakąkolwiek, jeśli odgórnie nie zostanie zwiększona liczba miejsc na specjalizację wraz ze wzrostem liczby osób kończących studia medyczne" - przekazuje nam przyszły lekarz.

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 0
  • emoji ogień - liczba głosów: 1
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 2
  • emoji smutek - liczba głosów: 5
  • emoji złość - liczba głosów: 1
  • emoji kupka - liczba głosów: 14
DrDeath,zgłoś
Realia będą takie: niedokształceni lekarze wejdą do systemu. Prawdopodobnie będą musieli co najmniej przez 3-5 lat pracować pod czujnym i pilnym nadzorem. Będą - co oczywiste - popełniać błędy skutkujące ludzkimi tragediami. Dość szybko wytworzy się "rynek" nowych, tańszych lekarzy i "rynek starych, doświadczonych, ale bardzo drogich. NFZ będzie podpisywał umowy z tymi tańszymi, bo jego zasada działania nieodmiennie oparta jest na zasadzie "jak najtaniej i jak najwięcej, nawet byle jak i byle co". "Starzy" lekarze a priori zamienią się w sektor prywatny. W krótkim czasie przychodnie, szpitale, gabinety zamienią się w te z tabliczkami "NFZ" - jakość "gieesu" i bez takiej tabliczki - "Peweksy". I tyle. Kolejki prawdopodobnie będą takie same, a nawet się wydłużą (chory niedoleczone, źle leczony będzie następnym "miejscem w kolejce"). I tyle.
Odpowiedz
6Zgadzam się0Nie zgadzam się
Pracowałam w służbie zdrowia za czasów PO i wiem co wyprawiali nie dopuszczali młodych lekarzy do specjalizacji tylko swoich po znajomości w MZ zablokowali etaty na specjalizację teraz dopiero ten rząd próbuje nadrobić stracone lata
Odpowiedz
3Zgadzam się8Nie zgadzam się
Kioko,zgłoś
Lekarz od Rydzyka🤣🤣🤣
Odpowiedz
9Zgadzam się2Nie zgadzam się