netflix
Netflix z reklamami? Platforma pierwszy raz od 2011 r. STRACIŁA użytkowników
"Zbuntowani"

"Zbuntowani" Netflixa są tak grzeczni, że to aż boli... (RECENZJA)

Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Michał Dziedzic,
10.01.2022 23:54

Netflix wypuścił właśnie nową wersję słynnego, meksykańskiego serialu "Zbuntowani". Pytanie brzmi: po co?

bFFvkMHn

W latach 2004-2006 telenowela Zbuntowani była absolutnym fenomenem. Widzowie z przejęciem śledzili losy paczki uczniów uczęszczających do Elite Way School oraz wszystkie intrygi, miłostki i dramaty... Oprócz standardowych dla oper mydlanych zwrotów akcji twórcy zaserwowali też garść chwytliwej muzyki, którą później pokochały nastolatki na całym świecie. To właśnie w prestiżowej szkole z internatem narodził się tytułowy zespół "Rebelde", który działał nie tylko w fikcyjnej serialowej rzeczywistości. Dzięki wielkiemu sukcesowi telenoweli formacja "RBD" wydała cztery albumy i zagrała liczne koncerty dla dla dziesiątek tysięcy fanów.

Odświeżenie tak kultowej produkcji po latach teoretycznie miało sens. Wydawałoby się, że niesieni falą sentymentu milenialsi obejrzą reboot, by przypomnieć sobie lata młodości, a odświeżona formuła serialu zaciekawi też młodsze pokolenie. Pewnie właśnie tak przedstawiali ten produkt twórcy, spotykając się z producentami Netflixa. No cóż, łatwiej powiedzieć, a nieco trudniej zrobić...

"Zbuntowani" (RECENZJA)
"Zbuntowani" (RECENZJA) (Mayra Ortiz/NETFLIX , Materiały prasowe)

Nowi "Zbuntowali" są typową współczesną teen dramą z domieszką akcentów z oryginalnej produkcji. Marzący o wielkiej karierze i sławie nastolatkowie z Elite Way School rozpoczynają nowy semestr, ale egzystencję w murach szkoły (podobnie jak w pierwowzorze) uprzykrza im tajemnicze stowarzyszenie zwane Lożą. Ten wątek jest napisany dość pokracznie, bo członkowie "tajnego klubu" nie budzą żadnej grozy i sprawiają wrażenie gangu amatorów, a jednocześnie jakimś cudem pozostają nieuchwytni i komplikują życie wszystkich bohaterów. Potrafi to skutecznie sfrustrować widza i spowodować niejeden "eye-roll".

Rebelde | Official Teaser | Netflix

Główni bohaterowie może nawet są ciekawi, ale niestety nikt nie daje nam szansy ich lepiej poznać i pozwolić im się rozkręcić. Pan Netflix kazał zamknąć całość w 8 odcinkach i widać było, że scenarzyści uwijali się jak mogli, by oddać klimat telenoweli 2.0 w tak krótkim metrażu. Akcja pędzi i upchnięto w niej tyle szkolnych intryg oraz mniej lub bardziej udanych wokalnych występów, że zwyczajnie zabrakło czasu na ukazanie relacji. Nawet największy wątek miłosny, który rozgrywa się między Janą a Estebanem, jest tak nijako pokazany, że jesteśmy trochę zaskoczeni, gdy para w końcu ląduje w łóżku. "Aha, okej, czyli jednak czuli do siebie miętę..."

Niestety seksu i namiętności nie ma w "Zbuntowanych" dużo, a uczniowie jak na "zbuntowanych" są zaskakująco grzeczni i poukładani. Można odnieść wrażenie, że serial kierowany jest do bardzo młodej widowni. (Przypomnijmy: przerażać ma szkolne stowarzyszenie, którego członkowie chodzą w kolorowych "ptasich" maskach...). Wypada to bardzo słabo na tle innych seriali o generacji Z. Nie ma tu frywolności i pikanterii jak w "Szkole dla Elity", nie mówiąc już o uderzającym naturalizmie ukazanym w "Euforii".

bFFvkMHp

Choć reboot "Zbuntowanych" miał spory potencjał, to zamiast emocjonującej historii o młodzieńczej pasji, dostaliśmy przeciętną historię, która przypomina wiele innych średnio udanych seriali o nastolatkach. Fabuła wygląda jakby wygenerował ją jeden z algorytmów Netflixa - owszem, umiarkowanie wciąga, ale na pewno nie ekscytuje. Warto obejrzeć chyba jedynie ze względu na sentyment do kultowego już oryginału.

4/10

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
"Black Mirror" POWRÓCI. Nowe odcinki zapowiadają się inaczej niż dotychczasowe