Wydałam ponad 1600 zł na bilet na koncert Harry'ego Stylesa. Oglądałam show... na telebimie? [RECENZJA]
Rezydentury zamiast klasycznej trasy, ceny biletów sięgające kilku tysięcy złotych i miliony fanów gotowych wydać fortunę, by zobaczyć swojego idola. Nowa era Harry'ego Stylesa od początku budziła skrajne emocje. Jak wyglądał koncert na Wembley z perspektywy osoby, którą pokonał strach przed FOMO?
Na początku 2026 r. Harry Styles mocno stracił w oczach fanów z całego świata. Gwiazdor ogłosił trasę koncertową promującą jego najnowszy album "Kiss All the Time. Disco, Occasionally". Zamiast klasycznego touru zdecydował się na rezydenturę w sześciu miastach: Amsterdamie, Londynie, Sao Paulo, Meksyku, Nowym Jorku, Melbourne oraz Sydney. W każdy z wymienionych miejsc zagra kilkukrotnie, więc w teorii biletów wystarczyłoby dla wszystkich zainteresowanych. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna - masa osób zarzuciło idolowi, że ten przerzucił na słuchaczy koszty związane z podróżą; noclegu czy dojazdu. Ciosem ostatecznym okazały się być ceny biletów na sam występ; za stojące miejsce na płycie trzeba zapłacić w przeliczeniu około 800 zł, a najbliższe sektory to nawet koszt 3,5 tys. zł, czyli równowartości miesięcznego czynszu za kawalerkę w centrum Warszawy lub tygodniowego wyjazdu nad polskie morze...
Podobne
- Sombr zagrał pierwszy i ostatni klubowy koncert w Polsce? He made it [RECENZJA]
- Fani 5 Second of Summer wydali 1600 zł na bilet na koncert? "Zawsze bierzemy VIP-a i zawsze jest warto" [VIBEZ IN LINE]
- Florence and the Machine dokonali niemożliwego - sprawili, że ludzie żyli chwilą [RECENZJA]
- Katy Perry spełniła swój teenage dream? Nie uwierzysz, co stało się podczas show w Krakowie [RELACJA]
- Największe fanki Harry'ego Stylesa? Dowód lojalności szokuje
Biorąc udział w bitwie o bilety na koncert Harry'ego do samego końca miałam ogromny dylemat moralny, czy chcę wspierać całą praktykę. Tym razem zachwyt nad nowym materiałem wygrał nad zdrowym rozsądkiem i kupiłam miejsce VIP w bocznym, stojącym sektorze za ponad 1600 zł. Czy żałuję, że dałam ponieść się emocjom? Jak bawiłam się na show piosenkarza?
Wydałam ponad 1600 zł na bilet na koncert Harry'ego Stylesa. Ile wyniósł mnie cały wyjazd?
Zdobycie wejściówki na jeden z koncertów na Wembley wcale nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Kilkukrotnie próbowałam złapać bilety na różne daty - zarówno w przedsprzedaży, jak i sprzedaży ogólnej. Po kilku dniach spędzonych na staniu w wirtualnej kolejce, odświeżaniu strony bileterii i odczytywaniu komunikatu o tym, że ktoś mnie uprzedził i kupił bilet, który już chciałam wrzucić do koszyka, w końcu udało mi się wywalczyć "Front Standing North" z "VIP Disco Package" - czyli miejsce po prawej stronie sceny z możliwością wcześniejszego wejścia i małym upominkiem brandowanym nazwiskiem artysty. Dla zainteresowanych w skład "siatki niespodzianki" weszły: biały tote bag z napisem "TOGETHER TOGETHER", różowa bandama z Pleasing, pamiątkowy laminat oraz pilniczek i kosmetyczka z napisem "Harry Styles". Po przewalutowaniu i dodaniu kosztów opłaty serwisowej za bilet zapłaciłam około 1660 zł.
Dodatkowo do wydatków okołokoncertowych musiałam doliczyć 200 zł za bilety lotnicze, 150 zł za komunikację i 90 zł za pitę zjedzoną przed wejściem na show. Ogromny plus dla organizatorów za zapewnienie darmowej, pitnej wody dla uczestników wydarzenia. Warto podkreślić, że byłam na tyle w komfortowej sytuacji, że nie musiałam przejmować się noclegiem na czas wyjazdu, ponieważ spałam u mojej rodziny, która mieszka w okolicy Londynu. Podsumowując, wydałam około 2100 zł, ale ta kwota byłaby zdecydowanie wyższa, gdybym dodała do niej zakwaterowanie, pełne wyżywienie czy merch.
Harry Styles i koncertowa logistyka. Wembley nie taki straszny, jak go malują?
Tuż przed koncertem otrzymałam na maila godzinową rozpiskę całego wydarzenia. Aby skorzystać ze wcześniejszego wejścia na stadion, musiałam przejść check-in do godziny 15:30. Jako że Wembley jest naprawdę ogromny, przyjechałam na miejsce z zapasem czasowym (około 13:40) - żeby na spokojnie coś zjeść i odnaleźć właściwe wejście. Podróż przebiegła bez najmniejszych utrudnień. Finalnie około 14:30 zgłosiłam swoją obecność obsłudze i ustawiłam się w kolejkę. Wtedy zaczął się najgorszy moment tego dnia - czekanie na wejście na obiekt. Przez pierwsze 30 minut mogliśmy korzystać z cienia, jednak od 15:00 do około 16:00 staliśmy ustawieni w "wężyk" w szczerym słońcu. W pewnym momencie, gdy zostaliśmy zaprowadzeni w inne miejsce, obsługa pozwoliła nam skorzystać z cienia czy napełnić butelkę z wodą, ale w dalszym ciągu musieliśmy być w gotowości na wejście na stadion. Dodam, że tamtego dnia termometry wskazywały 36 stopni w cieniu...
Około 16:30 weszłam na stadion, odebrałam upominek i zajęłam miejsce w swoim sektorze - udało mi się stanąć w czwartym rzędzie. Support rozpoczął się około 18:45, a koncert Harry'ego 20:15 i trwał do 22:20. Ku mojemu zdziwieniu wydostanie się z Wembley zajęło mi niecałą godzinę, mimo że zapowiadało się na co najmniej dwie.
Czy Harry Styles dowiózł? Oglądałam show... na telebimie
"Kiss All the Time. Disco, Occasionally" to moja ulubiona płyta, a co za tym idzie era Harry'ego. Już oglądając premierowy koncert, który jakiś czas temu zadebiutował na Netflixie, wiedziałam, że materiał uderzy trzy razy mocniej na żywo. Nie ukrywam, że najbardziej nie mogłam doczekać się nowych kawałków i muzycznych "pomostów" pomiędzy piosenkami, ale odświeżone wersje kultowych hitów pozytywnie mnie zaskoczyły. Choć jestem zdania, że niektóre z viralowych radiówek już dawno powinny wylecieć z setlisty to muszę przyznać, że jako naczelna hejterka "Watermelon Sugar", doceniłam nawet tę reinterpretację. Większość koncertu upłynęła pod znakiem "DISCO", było dużo tańczenia, śpiewania i jeszcze więcej pozytywnej energii wysyłanej nie tylko przez piosenkarza, ale i wspaniałych muzyków oraz tancerzy. Dla równowagi, podczas show nie zabrakło wzruszających ballad wykonanych w towarzystwie orkiestry. Największe wrażenie zrobiło na mnie wyczekane "Season 2 Weight Loss" i "Carla's Song" zmiksowane z fragmentem "Satellite".
Myślą przewodnią "Together, Together Tour" było wspólne przeżywanie i doświadczanie koncertów. Z tego powodu Harry postawił na dość oryginalny układ sceny - płytę główną oraz wybieg w kształcie ogromnego prostokąta z "+" w środku. O ile jestem w stanie uwierzyć, że osoby znajdujące się wewnątrz "pitów" mogły faktycznie połączyć integrację z koncertem, tak fani spoza tych obszarów mieli duży problem z widocznością. Nawet kupując "lepsze miejsca" widziałam Harry'ego naprawdę rzadko. Obok mnie przebiegł dokładnie trzy razy, a cały występ oglądałam głownie na telebimie. Wychodząc z show czułam pewnego rodzaju niedosyt; jakbym wcale nie uczestniczyła w wydarzeniu, na które czekałam blisko pół roku...
Choć nie jestem fanką tego konceptu, przyznaję, że w moim przypadku Styles osiągnął to, czego chciał - będę wspominała wydarzenie jeszcze długo, długo, dzięki mojej wspaniałej towarzyszce. Wspólnie bawiłyśmy się znakomicie, ale rozglądając się po otaczających nas fanach, obie zauważyłyśmy, że inni wcale nie podzielali naszego entuzjazmu; a raczej "polowali na Harry'ego", żeby choć na moment uchwycić go na nagraniu lub przynajmniej dostrzec, gdzie się obecnie znajduje. Czy im się dziwię?
W temacie harry styles
- Harry Styles zerwał plaster przeszłości. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" powiewa świeżością [RECENZJA]
- Krzyżówka dla Gen Z. Edycja: Harry Styles [QUIZ]
- Harry Styles zaprasza na dyskotekę. "Aperture" hipnotyzuje niczym stroboskop [OPINIA]
- Bingo na 2k26 rok. Comeback Harry'ego Stylesa, skinny jeans i upgrade Fagaty





