Harry Styles zerwał plaster przeszłości. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" powiewa świeżością [RECENZJA]
Harry Styles otwiera nowy rozdział swojej kariery. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" to album, w którym pop spotyka się z elektroniką, eksperymentami i sporą dawką artystycznej odwagi. Czy artysta właśnie zaprezentował nam swoją najlepszą płytę?
Harry Styles od dawna zasługuje na to, żeby postrzegać go nie przez pryzmat początków kariery w One Direction, lecz przez pryzmat teraźniejszości; solowej twórczości, którą budował na przestrzeni ostatnich lat. Choć etap boysbandu z pewnością zajmuje specjalne miejsce zarówno w sercu artysty, jak i fanów, czasem trzeba zrobić duży krok w przód, zerwać plaster i przestać żyć wspomnieniami i nadzieją, że jeszcze kiedyś będzie jak dawniej. Mam wrażenie, że do podobnych wniosków doszedł Harry, który właśnie wydał nową płytę. Po milionie sidequestów - być może niezbędnych w procesie twórczym - w streamingu pojawił się świeżutki, jeszcze gorący album "Kiss All the Time. Disco, Occasionally".
Podobne
- Taylor Swift wydała POPrawny album. Dlaczego nie wrócę do "The Life of a Showgirl"? [RECENZJA]
- Harry Styles zaprasza na dyskotekę. "Aperture" hipnotyzuje niczym stroboskop [OPINIA]
- Sombr wydał nową piosenkę. "Homewrecker" czy kowboj z Dzikiego Zachodu? [OPINIA]
- Ralph Kaminski rozpoczyna nową erę. Po deszczu zawsze wychodzi tęcza [RELACJA]
- Co słychać? Bambi, Baby Lasagna, Kendrick i inni, czyli przegląd najlepszych premier
Harry Styles - Aperture (Official Video)
Harry Styles wydał nową płytę. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" już w streamingu
Fani Stylesa z niecierpliwością odliczali dni do 6 marca. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał trwający dokładnie 42 minuty i 39 sekund album "Kiss All the Time. Disco, Occasionally". Płyta - jak zresztą zapowiadał artysta - jest popowa, ale nie brakuje na niej elektroniki, tradycyjnych instrumentów, basów, a nawet eksperymentów. Składa się z 12 solowych utworów:
- "Aperture"
- "American Girls"
- "Ready, Steady, Go!"
- "Are You Listening Yet?"
- "Taste Back"
- "The Waiting Game"
- "Season 2 Weight Loss"
- "Coming Up Roses"
- "Pop"
- "Dance No More"
- "Paint By Numbers"
- "Carla’s Song"
Nowy album artysty to najlepsza płyta, jaką kiedykolwiek stworzył?
"Kiss All the Time. Disco, Occasionally" to kwintesencja świadomości i dojrzałości muzycznej, którą osiągną Styles. Album jest pełen nowych brzmień i artystycznych rozwiązań, o które jeszcze kilka lat temu słuchacze nie podejrzewaliby piosenkarza. Choć stary, poczciwy Harry przewija się w tekście i muzyce, to - w porównaniu do poprzednich płyt - o wiele rzadziej decyduje się na nostalgiczne powroty do dawnych produkcji. Wciąż tworzy pop, tylko bardziej złożony, wymagający i wielowarstwowy z elektro-inspiracjami i tradycyjnymi instrumentami. Z kolei w tekstach nie brakuje głębokich przemyśleń czy uniwersalnych metafor.
Harry Styles - Aperture (Official Lyric Video)
Warto również wspomnieć o efektach wszechobecnych na albumie. Głos Harry'ego często jest modyfikowany, a w muzycznych motywach przewodnich utworów pojawiają się wszelkiego rodzaju glitche, tajemnicze odgłosy, pikanie i cała masa innych wariacji, których nie sposób opisać słowami.
Artysta zerwał plaster przeszłości. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" powiewa świeżością
Album zaczyna się singlem "Aperture", który pięknie rozpoczął nową erę Harry'ego. Bezbłędnie wykonał swoją misję; zaintrygował słuchaczy i przygotował na - moim skromnym zdaniem - najlepszy album w dyskografii artysty. Następnie płynnie przechodzimy do "American Girls", która raczy nas połączeniem pianina, tradycyjnych instrumentów z digitalowymi efektami. Dodatkowo na głos Harry'ego nałożony jest efekt "echa". Zaraz po stosunkowo spokojnej, popowej piosence wlatują dwa mocniejsze, eksperymentalne kawałki: "Ready, Steady, Go!" i "Are You Listening Yet". Drugi z wymienionych ma w sobie coś z mistycznego motywu obecnego serialu "Biały Lotos". Dalej przechodzimy do utworu "Taste Back". Mam przeczucie, że będzie viralował w social mediach i podbijał listy przebojów - mark my words.
"The Waiting Game" to jedyny kawałek z całej płyty, który po pierwszym odsłuchu mi nie siedzi - głównie z powodu powtarzalnego motywu pikania. Moje serce jednak skradł "Season 2 Weight Loss", który momentalnie sprawił, że chciałam go słuchać znów i znów. Harry przez całą piosenkę bawi się panoramą; rozłożeniem dźwięku, dlatego dla pełni doznań warto odtworzyć go na słuchawkach. Za nim się obejrzycie, już jestem za połową albumu. To idealny moment na instrumentalny utwór "Coming Up Roses". W ruch idą instrumenty strunowe - głównie bardzo lubiane przez Harry'ego skrzypce. Jeśli na koncertach nie pojawi się choć część orkiestry, będę bardzo zawiedziona.
Harry Styles - Season 2 Weight Loss (Official Lyric Video)
Zmieniamy w zupełności klimat i na tapet bierzemy "Pop". W piosence przewija się psychodeliczny motyw główny, który jest obecny przez niemalże cały czas trwania - delikatnie odpuszcza na refrenach. Choć masa fanów Stylesa zachwyca się piosenką, ja uważam, że na albumie znalazłam sporo lepszych perełek. Jedną z nich jest "Dance No More" - oczami wyobraźni widzę, jak DJ puszcza kawałek na retro dyskotece, a na dancefloor wchodzą wtedy prawdziwi mistrzowie parkietu. To ten moment, w którym nawet podpieracz ścian zaczyna tupać nóżką.
Harry Styles - Carla's Song (Official Lyric Video)
W ten sposób powoli zbliżamy się do finishu. Ale zanim wybrzmi ostatni kawałek - czas na balladę "Paint By Numbers". Podobnie jak w "Coming Up Roses" Harry wprowadza instrumenty, ale atmosfera jest dużo bardziej kameralna Słyszymy gitarę akustyczną, basową, wlekącą się perkusję, a nawet trąbkę. Na usta ciśnie się - welcome to old Harry. "Kiss All the Time. Disco, Occasionally" podsumowuje "Carla’s Song" - jedna z tych piosenek, w której każdy znajdzie coś dla siebie; część osób safe space w esencjonalnych wersach, inni w nostalgicznej muzyce. Kawałek jest bardzo sentymentalny i metaforyczny. Harry zamknął wszystko, co najważniejsze w kilku linijkach tekstu, które każdy może odczytać na swój sposób. To mój ulubiony utwór z płyty.





