TOP 5 koncertów na Open'er Festivalu. Wielkość nazwisk na plakacie nie zawsze ma znaczenie? [RECENZJA]
Cztery dni muzyki, tłumów i festiwalowej energii na Open’erze minęły w mgnieniu oka. Na Lotnisku Gdynia-Kosakowo znów stanęło kilka scen, na których spotkały się różne światy - od popu, przez rap, po bardziej alternatywne brzmienia. Wśród dziesiątek koncertów tylko niektóre szczególnie zapadły mi w pamięci.
Po tegorocznej edycji Open'er Festivalu zostało już tylko zmęczenie w nogach, setki zdjęć i nagrań oraz co najważniejsze - głowa pełna wspomnień. W dniach 1-4 lipca teren Lotniska Gdynia-Kosakowo po raz kolejny wypełniła dobra muzyka i jeszcze lepsza zabawa. Wśród gwiazd, które wystąpiły na wydarzeniu znalazły się zarówno czołowi artyści z Polski i zagranicy, jak i undergroundowe bandy. Festiwal po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że wielkość i kolejność wymieniania nazwisk na plakacie nie zawsze jest równoznaczna z poziomem ich występu. Z pośród ponad 70 koncertów udało mi się zobaczyć około połowę. Którzy artyści zrobili na mnie największe wrażenie?
Podobne
- Orange Warsaw Festival 2025. "Chappell Roan napisała mi DM: przygotuj się na warszawski tłum"
- TOP 5 koncertów na Orange Warsaw Festivalu [RECENZJA]
- Julia Wieniawa - "Światłocienie" nudzą i bawią [RECENZJA]
- Rosalía - po co komu, hity, skoro można mieć "LUX" - [RECENZJA]
- Florence and the Machine dokonali niemożliwego - sprawili, że ludzie żyli chwilą [RECENZJA]
TOP 5 koncertów na Open'er Festivalu
- Zara Larsson - artystka, której kariera w 2026 r. niespodziewanie nabrała tempa, a ona sama stała się europejskim towarem eksportowym, docenionym, po latach działalności, również w USA. Piosenkarka podyktowała tegoroczne trendy w modzie, makijażu, jak i muzyce oraz idealnie wpisała się w już istniejące - nostalgiczny comeback do zeszłej dekady. Moje oczekiwania względem koncertu były naprawdę ogromne, głównie z powodu aktualnego hype'u na szwedzką wokalistkę. Z czystym sumieniem przyznaję, że spośród innych pop stars obecnych na festiwalu, jej show zrobiło na mnie największe wrażenie. Dopracowane choreografie, stroje, scenografia i dobra energia, która udzieliła się fanom pod sceną. Jednak kryterium, za które najbardziej doceniam jej występ był wokal. Jako jedna z niewielu performerek korzystała z playbacku w bardzo umiarkowanym stopniu - głównie podczas układów - a jej głos na żywo brzmiał naprawdę przyjemnie.
- Kneecap - zmieniamy kierunek o 180 stopni i przechodzimy do jednego z najbardziej kontrowersyjnych zespołów rapowych ostatnich lat. Mo Chara, Móglaí Bap i DJ Próvaí to trio z Irlandii, które tworzy odważną muzykę w rodzimym języku. Nieodłącznym elementem ich twórczości są głośne manifesty polityczne, przez które dostali m.in. trzyroczny zakaz wjazdu do Węgier. Ich koncert był prawdziwą bombą energetyczną. Raperzy w mgnieniu oka ożywili publiczność obecną na Tent Stage, która pomimo braku znajomości języka, zaangażowała się w występ w 100 procentach. Ja również przepadłam w ich autentyczności i mimo że na co dzień nie słucham takiej muzyki, poszerzyli moje horyzonty i z chęcią przyjęłam zaproszenie do ich świata.
- The XX - zespół powstał w 2005 r., gdy najstarsze Zetki przechodziły swój "edgy moment". W 2026 r. grupa wróciła do wspólnego grania po 8 letniej przerwie. Koncert na Open'erze był jednym z pierwszych, który zagrali w starym składzie. Tego dnia na barierce można było zobaczyć prawdziwy mix pokoleniowy - dla części osób był to nostalgiczny powrót do przeszłości, a dla innych pierwsze doświadczanie z ponadczasowym zespołem. Choć mogłoby się wydawać, że w erze, gdzie mainstream podbija pop i rap, indie rockowy zespół nie będzie miał aż tak dużej siły przebicia, to rzeczywistość była nieco inna. The XX przyciągnęli mnie swoją tajemniczością i niepowtarzalnym klimatem. Koncert zdecydowanie trafia do kategorii "muzyka starego", ale w tym przypadku to ogromny komplement. Jednym z moich highlightsów występu (i całego festiwalu) był moment, w którym wokalista Oliver Sim wszedł w tłum fanów, żeby wspólnie vibe'ować do kawałka "GMT".
- Halsey - od pierwszych minut było wiadomo, że to nie będzie spokojny koncert. Halsey przygotowała widowisko pełne ognia, efektów specjalnych i dopracowanej scenografii, a kolejne elementy show tylko podkręcały atmosferę. Artystka pojawiła się na scenie w widowiskowej peruce, wielokrotnie zmieniała styl występu i praktycznie ani na chwilę nie zwalniała tempa. Była niezwykle żywiołowa - biegała po scenie, nieustannie wchodziła w interakcje z publicznością i zarażała energią nawet osoby stojące z tyłu. Mimo intensywnej choreografii i dynamicznego show nie zabrakło mocnego wokalu, który brzmiał bardzo dobrze przez cały koncert. To był występ, który udowodnił, że Halsey doskonale odnajduje się nie tylko jako wokalistka, ale też jako pełnoprawna performerka.
- JADE - przyznam szczerze, że przed festiwalem nie wiedziałam, czego się spodziewać. Solowa kariera byłej członkini Little Mix dopiero nabiera rozpędu, a jej sceniczny wizerunek wciąż się kształtuje. Po tym koncercie jestem jednak spokojna o jej przyszłość. JADE zaprezentowała dopracowane popowe widowisko z choreografiami, świetną oprawą wizualną i ogromną pewnością siebie. Jednocześnie nie sprawiała wrażenia niedostępnej gwiazdy - dużo rozmawiała z publicznością i było widać, że sama czerpie ogromną radość z występowania. To była druga z "pop star", która zrobiła na mnie tak dobre wrażenie.
W temacie open'er festival
- Krzyżówka dla Gen Z. Edycja: Letnie festiwale [QUIZ]
- Florence and The Machine zagrają na Open’erze. Kto jeszcze dołączył do line-upu?
- Halsey kolejną gwiazdą Open'er Festival 2026! Kto jeszcze zagra w Gdyni?
- "Pewniaki" i delulu propozycje na letnie festiwale w Polsce. Czeka nas koncert Sabriny Carpenter?





