Alex Warren zawitał na Broadway

Alex Warren zawitał na Broadway. "WILDCHILD" dostał ode mnie owacje na stojąco [RECENZJA]

Źródło zdjęć: © Instagram
Oliwia RutaOliwia Ruta,28.08.2026 13:00

Alex Warren mógłby odcinać kupony od sukcesu "Ordinary". Zamiast tego na "WILDCHILD" pokazuje, że radiowy banger to dla niego zdecydowanie za mało. Płyta obfituje w głębokie ballady, fortepianowe melodie i brzmienia, które spokojnie mogłyby wybrzmieć na Broadwayu. A wszystko to podane głosem, którego trudno nie zauważyć.

"WILDCHILD" to drugi album studyjny Alexa Warrena, który swoją premierę miał 28 sierpnia 2026 r. nakładem Atlantic Records. Płyta składa się z 13 utworów i jest kolejnym rozdziałem w muzycznej historii artysty po "You'll Be Alright, Kid". Na płycie znalazły się zarówno wcześniej poznane przez słuchaczy single, jak i zupełnie nowe kompozycje, dzięki którym Warren pokazuje znacznie szersze spektrum swoich muzycznych możliwości. Wśród nich są m.in. "Fever Dream", "Passenger" czy "Fine Place to Die", ale również bardziej zaskakujące i emocjonalne momenty.

Tracklista:

  1. "EMERALD EYES"
  2. "SAME STARS"
  3. "PASSENGER"
  4. "RESCUER"
  5. "CRY WOLF"
  6. "FINE PLACE TO DIE"
  7. "ARE YOU HAVING FUN, ALEX?"
  8. "I MISS YOU MORE"
  9. "ONLY THING LEFT"
  10. "FEVER DREAM"
  11. "WON'T GO BACK AGAIN"
  12. "LAST TIME"
  13. "WILDCHILD"

Alex Warren zawitał na Broadway. "WILDCHILD" dostał ode mnie owacje na stojąco

"WILDCHILD" to album, który momentami brzmi tak, jakby Alex Warren zamiast studia nagraniowego wybrał ogromną teatralną scenę. Jego głęboki wokal dostał przestrzeń, której zdecydowanie potrzebował. Doceniam to, że choć czasem jest bardzo podniośle, to ani przez chwilę nie robi się przesadnie ciężko. Słuchając nowy materiał w głowie pojawiają mi się dwa nazwiska: Sam Smith i Florence + The Machine. Nie dlatego, że Warren próbuje ich kopiować, ale przez podobną umiejętność budowania napięcia i wyciągania emocji na pierwszy plan. Jego głos potrafi być delikatny, by chwilę później rozlać się po całym utworze. Do tego dochodzi naprawdę bogata warstwa muzyczna. Fortepian, mocniejsze aranżacje, popowe melodie i fragmenty, w których wszystko zaczyna brzmieć niemal filmowo. Niektóre utwory mogłyby być soundtrackiem do wielkiej hollywoodzkiej produkcji. A inne bez problemu wyobrażam je sobie na scenie Broadwayu.

Alex Warren - FEVER DREAM (Official Video)

Jeżeli "Fever Dream" miało być wizytówką nowej ery Warrena, to trzeba przyznać, że sprawdziło się znakomicie. Utwór podbił serca słuchaczy, ale dopiero cały "WILDCHILD" pokazuje, że pioesnkarz ma do zaoferowania znacznie więcej niż jeden chwytliwy refren. I chyba właśnie to jest największą niespodzianką tej płyty. Warren zaraża pozytywną energią, ale nie boi się też bardziej melancholijnych momentów.

Moje the best of z "WILDCHILD"

"Won't Go Back Again" to jeden z tych numerów, które od pierwszych sekund zwracają uwagę. Jest rytmiczny, wciągający i przede wszystkim wyrywa się ze schematu. Ma w sobie coś, co kojarzy mi się z szantami. "Last Time" to z kolei moja ulubiona ballada na całym albumie. Słuchając tej piosenki można na chwilę zapomnieć o całym świecie. A bridge? Ciarki na całym ciele. Moje TOP 3 zamyka "Passenger", który jest dowodem na to, że singiel wcale nie musi się przejeść przed premierą całego albumu. Zazwyczaj po kilku miesiącach słuchania pojedynczego utworu mam już ochotę zrobić sobie od niego przerwę, zanim płyta w ogóle trafi do streamingu. Tym razem jest inaczej. "Passenger" buja dokładnie tak samo mocno jak w dniu premiery. Coś czuję, że moje wrześniowe wieczory wypełni nowy materiał od Warrena.

Alex Warren - LAST TIME (Official Audio)

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 0
  • emoji ogień - liczba głosów: 0
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 0