Girl in red in her "BLUE" era. Wydała 11-minutowy wyciskacz łez

Girl in red in her "BLUE" era. Wydała 11-minutowy wyciskacz łez [RECENZJA]

Źródło zdjęć: © Instgaram
Oliwia RutaOliwia Ruta,23.10.2026 13:00

23 października girl in red wydała EP-kę "BLUE" - zaledwie cztery utwory, które składają się na spójną opowieść o rozpadającej się relacji, poczuciu winy i strachu przed bliskością. Czy nowa era artystki przynosi ukojenie, czy raczej zanurza słuchaczy w melancholii?

Instragram girl in red od dłuższego sukcesywnie przeobrażał się w tablicę pełną koloru niebieskiego: niebieska czapka, kubek, sweter, skarpetki - patrząc wstecz, wszystko nabiera sensu. Wraz z początkiem października piosenkarka zaczęła coraz jaśniej manifestować swoją nową erę - zmieniła profilowe na zdjęcie z lazurowym akcentem oraz nazwę użytkownika na "girlinblue". Choć na platformach streamingowych w dalszym ciągu figuruje jako dziewczyna w czerwieni, wówczas fani nie mieli wątpliwości, że niebawem wyda nową muzykę. 23 października w streamingu pojawiła się EP-ka o wdzięcznym tytule "BLUE". Niebieski to kolor smutku, ale też bezpieczeństwa czy odzyskania równowagi. Czy główny motyw albumu girl in red podąża za utartym znaczeniem koloru?

Girl in red in her "BLUE" era. Z czego składa się nowa EP-ka?

"BLUE" to trwający 11 minut album, który zawiera cztery piosenki, łączące się w spójną historię o trudach w relacji i poznawaniu siebie. Zanim usłyszeliśmy pełny materiał, girl in red wydała singiel o tytule tożsamym z nazwą EP-ki. "BLUE" doskonale otworzył kolejny rozdział w karierze piosenkarki. Subtelny i czuły kawałek o miłości, zakończonej bitter endem, zachwyca złożoną formą. Połącznie gitary akustycznej z elektrycznym brzmieniem sprawia, że chce się go słuchać w zapętleniu, za każdym razem odkrywając nowe warstwy muzyczne.

girl in red - blue (Official Video)

Warto zatrzymać się również przy teledysku do "blue", który ma niepowtarzalny, filmowy klimat. Estetyczne kadry, zbliżenia i kolory oddające atmosferę utworu bardzo mnie satysfakcjonują. Jednak najbardziej urzekło mnie oryginalne zakończenie klipu wykonane analogową techniką drukowania klatek na jeansowym materiale. W dobie, gdzie sztuczna inteligencja jest niemalże na wyciągnięcie ręki, doceniam, że autorzy zadali sobie trud zrobienia czegoś oryginalnego i zarazem efektownego.

EP-ka "BLUE" to jeden długi singiel?

Jedziesz w samochodzie, za oknem pada deszcz, a ty czujesz się jak główny bohater smutnego teledysku - dokładnie tak brzmi nowa EP-ka girl in red. Z jednej strony piosenkarka dzieli się z fanami historią, która ocieka autentycznością, z drugiej jest na tyle uniwersalna, że słuchacze mogą się z nią utożsamiać i szukać zrozumienia. "BLUE" rozpoczyna singiel o tym samym tytule, do którego pałam ogromną sympatią. Następnie płynnie przechodzimy do akustycznego i sennego "missing person". To ten moment w relacji, w którym walczysz z poczuciem winy, starasz się zaakceptować rozstanie i starasz nie pogubić w swoich emocjach. Tempo utworu jest jednostajne, nadawane przez leniwą perkusję, a brzmienie ambientowe - za sprawą klawiszy.

Trzeci kawałek to, trwający niespełna dwie minuty, "worst case". Z początku traktowałam go jako pewnego rodzaju "skit", jednak mimo swojej długości jest niezwykle ważnym elementem płyty. W balladzie artystka przyznaje się do sabotowania własnej relacji i strachu przed bliskością. Koncepcyjnie to prosta ballada, w której po raz kolejny wracamy do akustycznej gitary - tym razem nadającej nieco szybsze tempo. Album kończy "clean slate" - mój osobisty faworyt. Przepadłam w ciekawych motywach muzycznych pojawiających się przez cały czas trwania utworu. Choć zdecydowanie żywsza melodia może mylić i dawać nadzieję na "happy end" całej historii, to niestety - uwaga spojer - wszystko kończy się raczej "bitter endem". Para zdaje sobie sprawę, że to koniec, ale jednocześnie żyje przyjemnymi wspomnieniami. Mój ulubiony moment kawałka to bridge oraz ostatni refren.

girl in red - clean slate (Official Visualizer)

EP-ka "BLUE" to koncepcyjna produkcja, która choć nie podniesie słuchaczy na duchu w czasie jesiennej pluchy, to napewno da poczucie zrozumienia. Jestem ogromnie ciekawa, co gdyby album został wydany w formie 11-minutowego singla - jak to zrobił chociażby YUNGBLUD przy promocji płyty "Idols", publikując 9-minutowe "Hello Heaven, Hello"...

Co o tym myślisz?
  • emoji serduszko - liczba głosów: 0
  • emoji ogień - liczba głosów: 0
  • emoji uśmiech - liczba głosów: 0
  • emoji smutek - liczba głosów: 0
  • emoji złość - liczba głosów: 0
  • emoji kupka - liczba głosów: 0
Mam wpływ! - Vibez