netfix
(Nie takie) dobre rzeczy na Netflixie w sam raz na sylwestra
Nie patrz w górę

"Nie patrz w górę". Daje do myślenia, ale tylko tym, co niewiele myślą na co dzień

Źródło zdjęć: © Kolaż: Vibez
Marta Muniak,
27.12.2021 18:24

"Don't Look Up" święci triumfy w topce najpopularniejszych produkcji serwisu Netflix. Czy słusznie?

bFFvCTmH

"Nie patrz w górę" to najnowsze dzieło Adama McKaya. Film możemy oglądać zarówno w kinie, jak i na Netfliksie.

Nie ukrywam, że zwiastun "Don't Look Up" narobił mi apetytu. Plejada gwiazd i całkiem interesujący zarys fabularny sprawiły, że z niecierpliwością czekałam na tę produkcję.

Przyznacie, że zapowiadało się całkiem nieźle.

"Nie patrz w górę" - o czym jest film?

Kate Dibiasky (w tej roli Jennifer Lawrence) z raczej mało prestiżowej, stanowej uczelni w Michigan, odkrywa gigantyczną kometę, pędzącej w stronę naszej planety.

bFFvCTmJ

Wraz ze swoim profesorem z uczelni Randallem Mindy (Leonardo DiCaprio) mają za zadanie ostrzec ludzkość przed zbliżającym się zagrożeniem. Niestety, zarówno media jak i politycy lekceważą Kate i Randalla. Brzmi znajomo?

To dosyć czytelna i mało subtelna aluzja do kryzysu klimatycznego. Choć naukowcy od lat apelują o podjęcie odpowiednich kroków, jedyne na co możemy liczyć to puste deklaracje na kolejnych szczytach klimatycznych.

"Nie patrz w górę" w ogóle jest bardzo czytelny, żeby nie napisać banalny w swoich diagnozach. Jeżeli spodziewaliście się wyrafinowanej satyry społecznej to jej tutaj nie znajdziecie.

bFFvCTmL

Zamiast tego mamy dosyć toporną parodię czasów, w których przyszło nam żyć. Zidiociałą prezydentkę Janie Orlean (Meryl Streep), która w niezbyt subtelny sposób nawiązuje do Donalda Trumpa; jej odrażającego syna/szefa sztabu (Jonah Hill).

Mamy też media. A media jak to media. Gonią za oglądalnością i klikalnością. Sztuczni do bólu gospodarze porannego show (Cate BlanchettTyler Perry) wolą skupić się na miłosnych problemach gwiazdki pop (w tej roli autoironiczna Ariana Grande) niż na śmiertelnym zagrożeniu.

"Nie patrz w górę" jest solidnie zrealizowanym i bardzo dobrze zagranym... średniakiem. Jednak od twórcy "Big Short" wymagam czegoś więcej niż tak oczywistych moralitetów pod płaszczykiem koślawej czarnej komedii. Politycy, miliarderzy i ogólnie społeczeństwo są do dupy. Wiemy.

Na wyróżnienie zasługuje Mark Rylance w roli autystycznego miliardera-geniusza, będącego hybrydą Elona Muska, Marka Zuckenberga i Steve'a Jobsa. Jennifer Lawrence potwierdza swoje umiejętności w dosyć powierzchnie napisanej roli Kate. Leo wychodzi ze swojego aktorskiego emploi i zamiast samca alfa, przekonująco odgrywa rolę zlęknionego i nafaszerowanego xanaksem astronoma. Nie przekonuje natomiast Timothée Chalamet w roli grudge’owego dzieciaka. To chyba najbardziej zbędna postać w filmie.

bFFvCTmR

Przeciętny zjadacz popcornu poczuje się zapewne lepiej od ukazanych w filmie elit i o to pewnie chodziło. Jednak widz, który nie szuka w kinie prostych rozwiązań, będzie zwiedzony.

Szkoda potencjału. Aktorów i samego tematu kryzysu klimatycznego.

5/10

Co o tym myślisz?
  • serduszko
  • ogień
  • uśmiech
  • smutek
  • złość
  • kupka
Komentarze (0)
arrow
Czy coś wiadomo? Nie. I to jest właśnie najlepsze. Recenzja filmu "Prime Time"