Dlaczego nie jestem fanką programów Friza? Mój roast na "BĄDŹ FAJNY" [OPINIA]
16 maja na kanale Friza pojawił się pierwszy odcinek nowego formatu "BĄDŹ FAJNY". Jak sama nazwa wskazuje - youtuber poszukuje osób, które są fajne. Dlaczego nie jestem fanką jego programów?
Bycie "fajnym" to jedna z tych rzeczy, których w pewnym sensie nikt nie potrafi dokładnie zdefiniować. To dziwna mieszanka luzu i autentyczności, której nie da się nauczyć z poradnika ani kupić za pieniądze. Im bardziej ktoś próbuje być fajny, tym bardziej oddala się od samej idei fajności. Bo prawdziwie fajni ludzie zazwyczaj nie myślą o sobie w tych kategoriach. Człowiek fajny nie musi nieustannie udowadniać swojej wartości. Nie krzyczy najgłośniej, nie próbuje dominować przestrzeni, nie buduje całej osobowości wokół tego, jak jest odbierany.
Podobne
- "Brat Friza" hitem sieci. Widzowie przecierają oczy ze zdumienia
- Zrobił buty z papierków po lodach Ekipy. Fani Friza oszaleli na ich punkcie
- Friz wydał fortunę. Nadal nie jest numerem jeden na YouTube
- Była dziewczyna Friza założyła kanał na YT, gdzie przypomina, że jest byłą Friza
- Jak nie zamienić się w zombie? Brainrot atakuje
Dlaczego nie jestem fanką programów Friza?
Social media, influencerzy, celebryci, artyści i inne medialne osobistości od dawna dyktują trendy zwykłym, szarym ludziom. To oni najczęściej decydują, co będzie modne w danym sezonie czy co mówić i robić, żeby być "fajnym". Werdykt jest zazwyczaj bardzo subiektywny i nierzadko spontaniczny.
Friz już od przeszło pięciu lat powiększa swoje imperium o nowe twarze za pomocą schematycznych projektów. Ogłasza nabór, zachęca do wysyłania zgłoszeń, zaprasza na casting i do programu, żeby na koniec wybrać "śmietankę" i stworzyć kolejną grupę influencerską. Problem w tym, że najprostszy sposób, aby przejść wszystkie z wymienionych etapów to robienie szalonych i randomowych rzeczy, które dobrze wyglądają na kamerze. Tysiące kandydatów zostało odesłanych do domu, ponieważ zabrakło im szczęścia czy polotu, a mieli zajawkę, werwę i pasję do nagrywania.
Jednak według mnie największym red flagiem jest camp odbywający się po fazie castingów. Wtedy dwudziestu kilku uczestników przez okres około dwóch tygodni walczy o uwagę i sympatię jurorów, widzów oraz siebie nawzajem. Po paru dniach ciągłej oceny, kamer rejestrujących każdy najmniejszy ruch czy sprzecznych komunikatów widać potężne zmęczenie - zarówno fizyczne, jak i psychiczne - u młodych dorosłych. Przyszli influencerzy otwarcie zdradzają, że żyją w ciągłym stresie i niepewności. Często pojawiają się łzy nawet u osób, których nikt początkowo by o to nie podejrzewał.
Mój roast na "BĄDŹ FAJNY"
O ile byłam w stanie rozumieć sam zamysł programu "Twoje 5 Minut", tak "BĄDŹ FAJNY" jest dla mnie absolutną abstrakcją. Pięć minut to bardzo mało czasu na zaprezentowanie swoich wartości, natomiast koncepcja przygotowania show, który przekona jurorów wydaje się być łatwiejsza do wykonania, niż udowodnienie, że jest się "fajnym". Dodatkowo osoby, które nie zdobyły sympatii ekspertów zostają nazwane "niefajnymi" przed milionami odbiorców. Nawet tak powierzchowny epitet nadane, de facto, przez Friza - giganta polskiego internetu - może zaboleć i przykleić łatkę na kolejne miesiące czy lata.
Widać, że youtuber chciał wprowadzić powiew świeżości do dobrze znanego cyklu, który ma już trzy sezony. Moim zdaniem obrany tor jest wyjątkowo nietrafiony. Z ciekawości obejrzałam dwa pierwsze odcinki, żeby zobaczyć, według jakich kryteriów jury będzie oceniało początkujących twórców - niestety takowych nie przyuważyłam. Zajrzałam również do sekcji komentarzy, w której pojawiło się sporo głosów od internautów również doszukujących się logiki decyzji influencerów i próby zrozumienia ich działań. Po tym wszystkim zostaję z refleksją, dlaczego tak wiele młodych osób potrzebuje oceny osób z internetu, żeby poczuć się spełnionym.





